Miniturniej nabrał niespotykanego dotąd prestiżu, przynajmniej dla Królewskich. Rozgrywki z każdym rokiem zyskiwały na znaczeniu, aż do osiągnięcia punktu, w którym mecze na saudyjskiej ziemi można porównać do starć w Lidze Mistrzów. Piłkarze i sztab szkoleniowy są w stanie zrobić naprawdę dużo, by dołożyć trofeum do kolekcji.
Skąd aż taka zmiana postrzegania Superpucharu Hiszpanii w obozie Realu? Przede wszystkim należy spojrzeć na sytuację głównych rywali, czyli Barcelony i Atlético. Oba zespoły borykają się ze sporymi problemami i walczą o życie w krajowych rozgrywkach. Katalończycy przechodzą przez najtrudniejsze chwile od momentu zatrudnienia Xaviego, ekipa Simeone zaś pozostaje mocna u siebie, ale dużo słabiej radzi sobie na wyjazdach.
Los Blancos natomiast pomimo plagi urazów przeszli przez pierwszą część sezonu suchą stopą. Superpuchar nadchodzi z kolei w momencie, gdy lista kontuzjowanych znacznie się skróciła. Zdobycie trofeum w Rijadzie jest znakomitą okazją do pokazu siły w bezpośrednich konfrontacjach z odwiecznymi rywalami (o ile rzecz jasna Barcelona poradzi sobie z Osasuną). W Valdebebas wprost mówią, że drużyna może zadać tym samym śmiertelny cios.
Zwłaszcza konfrontacja z Atlético działa na podopiecznych Ancelottiego motywująco, ponieważ wciąż pamięta się o bolesnej porażce na Metropolitano. Real poniósł wówczas jedyną jak dotąd porażkę w tym sezonie, która naturalną koleją rzeczy musiała wzbudzać pewne wątpliwości przede wszystkim w odniesieniu do słuszności zmiany ustawienia. Konfrontacja na saudyjskiej ziemi stanowi idealną okazję ku temu, by zademonstrować solidność. Tym bardziej że dzisiejsze starcie zapoczątkuje derbową serię trzech potyczek w ciągu nieco ponad trzech tygodni.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się