Umiejętność jednoczenia drużyny w szatni, utrzymywanie w niej świetnej atmosfery i fantastyczny kontakt z piłkarzami sprawiają niejednokrotnie, że zupełnie niesprawiedliwie podchodzi się do warsztatu niektórych szkoleniowców. Jednym z nich jest wspomniany we wstępie Ancelotti, inny przykład stanowi zaś Vicente del Bosque. To on wpadł na pomysł, by grać przez pewien czas piątką obrońców, co miało pomóc w wyjściu z kryzysu. To również Sfinks był jednym z głównych wynalazców pozycji, którą dziś określa się mianem fałszywej dziewiątki.
Na dziewięć kolejek przed końcem sezonu 2000/01 do Madrytu przyjechał Villarreal. Real prowadził w tabeli, jednak Deportivo cały czas nie składało broni. Żółta Łódź Podwodna już w tamtych czasach uchodziła za wyjątkowo niewygodnego rywala, który na dodatek pozostawał w grze o europejskie puchary. O ile w środku pola Del Bosque był przekonany o sile drużyny, o tyle w ataku ze względu na okoliczności o znalezienie rozwiązania było o wiele trudniej. Real miał przed sobą w dalszej perspektywie rewanżowe starcie ćwierćfinałowe z Galatasarayem po porażce 2:3 w Stambule. Morientes był kontuzjowany, a po urazie na sto procent nie był gotowy jeszcze Raúl, który szykowany na rewanż z Turkami pojawił się na boisku dopiero pod koniec potyczki.
Del Bosque wyszedł więc w tej sytuacji z założenia, że potrzeba jest matką wynalazku. Mógł wystawić w ataku Sávio lub Munitisa, jednak zdecydował, że najbardziej wysuniętym graczem będzie Guti. Choć już wcześniej dochodziło do nieśmiałych prób takiego rozwiązania, to jednak dopiero w konfrontacji z Villarrealem eksperyment powiódł się w stu procentach. Real zmiażdżył Villarreal 4:0, utrzymał prowadzenie w tabeli i w konsekwencji sięgnął po mistrzostwo. Niekwestionowaną gwiazdą spotkania był natomiast właśnie Guti, który zdobył trzy bramki. Był to pierwszy hattrick wychowanka w karierze. Później podobnej sztuki udało mu się dokonać jeszcze tylko raz, w o wiele mniej wymagających okolicznościach w pucharze przeciwko Pájara Playas de Jandía.
Za plecami Gutiego operowali Figo, McManaman i Sávio. Jeszcze niżej ustawiony był duet defensywnych pomocników złożony z Makélélé i Helguery. Pierwsze trafienie było niesamowitej urody. Fantastyczne uderzenie z powietrza zza pola karnego po podaniu Roberto Carlosa trzeba po prostu samemu zobaczyć. W późniejszych latach Del Bosque stosował podobne rozwiązanie z Ceskiem już jako selekcjoner Hiszpanii. Kulminacją tego przedsięwzięcia był zwłaszcza finał EURO w 2012 roku, w którym La Roja pokonała 4:0 Włochów.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się