Niezależnie od kontuzji, absencji, formy i rywala kibice Realu Madryt niemal zawsze oczekują zwycięstwa i nie inaczej było dzisiaj. Niewątpliwie starcie z Betisem było zapowiadane jako jedno z najtrudniejszych w tym okresie, zwłaszcza patrząc na to, kogo do dyspozycji ma Carlo Ancelotti, ale akurat dziś możemy mieć do czynienia z pewnym wewnętrznym konfliktem: czy można być zadowolonym z remisu?
Królewscy mają prawo pluć sobie w brodę. Mieli rywala na widelcu. Długo kazali na siebie czekać, ale wreszcie akcja Bellingham-Brahim-Bellingham dała upragnione trafienie i miała dać też względny spokój. Tak naprawdę tego spokoju było… za dużo. Rywal nie przejął inicjatywy, a Real jej nie oddał. Łatwo byłoby wszystko zgonić na strzał życia rywala, ale – no właśnie – to byłoby zbyt proste.
Po trafieniu na 1:1 Królewscy grali dużo bardziej zachowawczo niż w jakimkolwiek wcześniejszym momencie tego meczu. Zawodnicy Ancelottiego zachowywali się tak, jakby przede wszystkim mieli tego spotkania nie przegrać. Wierzymy jednak w to, że tak nie było. Pod względem stworzonych sytuacji czy po prostu tego, kto co miał z gry, remis jest uczciwym wynikiem, a bliżej wygranej byli nawet gospodarze. I ten punkt być może warto docenić.
A być może warto skrytykować trenera i liderów za to, że nie potrafili wykorzystać wielu dobrych momentów. Po bardzo dobrym początku, zwłaszcza w wykonaniu Rodrygo czy Modricia, nadeszło sporo gorszych chwil, ale koniec końców znów pojawił się ten nieszczęsny (dla rywali) Jude Bellingham. I wtedy też była szansa na więcej. Można było zagrać lepiej, można było zapobiec trafieniu Aitora Ruibala, można było ruszyć odważniej w końcówce.
Rozstrzygnięcie nie jest proste do oceny. Betis nie przegrał u siebie żadnego meczu w tym sezonie i Real nie był w stanie przerwać tej passy. Ostatecznie nigdy nie można dyskutować z argumentem „Jesteśmy Realem Madryt, trzeba wygrywać wszystkie mecze”, choć nie ma on większego sensu. Perspektywa powinna być nieco szersza i tak naprawdę trzeba być gotowym na to, że takie mecze mogą się zdarzać. Zwłaszcza że to, co Real Ancelottiego robi i robił przy tylu nieobecnościach, zasługuje na duży szacunek. I dziś nie powinno to ulec zmianie.
Real Betis – Real Madryt 1:1 (0:0)
0:1 Bellingham 53' (asysta: Brahim)
1:1 Ruibal 66' (asysta: Willian José)
Betis: Rui Silva; Ruibal, Pezzella, Chadi Riad, Abner; Altimira (70' Guardado), Roca; Abde (61' Assane Diao), Isco, Ayoze (82' Luiz Henrique); Willian José
Real Madryt: Łunin; Lucas (83' Nacho), Rüdiger, Alaba, Mendy; Kroos (83' Nico Paz), Valverde, Modrić (70' Ceballos), Bellingham; Brahim (79' Joselu), Rodrygo
Komentarze (310)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się