Real Madryt zrobił to, co do niego należało, i rozprawił się z potulną Granadą prawem minimalnego wysiłku. Zrozumcie mnie dobrze. Nie chodzi o to, że Los Blancos robią mało, wręcz przeciwnie. Chodzi o to, że robią wystarczająco dużo jak na stan liczbowy i kondycję zdrowotną, w jakich się znajdują. Bycie liderem w Hiszpanii (dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu od nieustępliwej Girony) i w Europie przy braku siedmiu kluczowych piłkarzy, a także grając trzy mecze w ciągu siedmiu dni i będąc w stanie sprawiedliwie rotować, ma ogromną wartość.
Spotkanie było nudne z powodu niestawienia się uczniów El Cacique Mediny, ale pozostawiło kilka dobrych wiadomości dla Ancelottiego. Po pierwsze taką, że Brahim dołączy do imprezy, kiedy tylko zostanie zaproszony do rozegrania kilku minut, żeby mógł pokazać ten uliczny futbol, który ma w nogach. Strzelił ładnego gola i skorzystał z geniuszu Kroosa, z którym zagrał na milimetrową ścianę. Jeśli futbol urodzonego w Maladze gracza jest uliczny, to futbol Niemca jest futbolem akademickim. Z Królewskiej Akademii Piłkarskiej.
Gonzalo Villar z Granady na przedmeczowej konferencji prasowej powiedział, że dla niego Kroos „jest jednym z pięciu najlepszych pomocników w historii, a może to za mało powiedziane”. Wywołany do tablicy zawodnik zaliczył partidazo skrojone na miarę takich właśnie pochwał. Jeśli już radzi sobie za sterami z wielką wystarczalnością, to gdy przeciwnicy zwalniają tempo i obroty, jego postać i jego panowanie stają się jeszcze większe. A to już coś mówi.
Trzeci powód do satysfakcjonującego powrotu do domu dał Ancelottiemu Rodrygo, jeden z jego ulubieńców. Ponownie trafił do siatki i ma na swoim koncie siedem bramek oraz cztery asysty w ostatnich pięciu występach. Wygląda na głodnego goli i żądnego wyrównania rachunków… bramkowych.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się