„Będę czekał na Real Madryt do ostatniej chwili”, powiedział Carlo Ancelotti na konferencji prasowej przed niedzielnym meczem z Cádizem. Była to jego kolejna deklaracja miłości do Królewskich. Nigdy nie rozmawiano o przedłużeniu jego kontraktu, który wygasa w czerwcu 2024 roku, zmierzając w innym kierunku niż ten, jakim jest nadanie absolutnego priorytetu jego pozostaniu w Madrycie. Wczoraj garść konkretów w tej sprawie przekazało Relevo.
Mając na uwadze, że reprezentacja Brazylii czeka na niego z otwartymi ramionami, on nigdy nie wykorzystał swojej silnej pozycji w kwestii swojej przyszłości, rzucając klubowi wyzwanie lub stawiając go w niekomfortowej sytuacji. Wręcz przeciwnie. Zawsze stawiał Real na pierwszym miejscu w nadziei, że nastąpi jakiś ruch w sprawie jego kontynuacji. Oczywiście – podobnie jak w przypadku piłkarzy – od 1 stycznia będzie mógł swobodnie negocjować z dowolnym podmiotem i podjąć decyzję.
Jego zainteresowanie prolongowaniem umowy jest widoczne nie tylko w słowach, ale także w czynach. Ponieważ Ancelotti legitymuje się statystykami predestynującymi go do przedłużenia porozumienia. Potwierdza to fakt, że ma za sobą najlepszy początek spośród wszystkich swoich pięciu sezonów w roli trenera Los Blancos. Może pochwalić się najlepszym bilansem w pierwszych 18 meczach we wszystkich rozgrywkach – 15 zwycięstw, 2 remisy i tylko jedna porażka.
Żaden ze startów Carletto za sterami Realu Madryt nie był lepszy niż ten obecny. Poprzednia kampania, druga najlepsza dla Włocha na madryckiej ławce, przyniosła 14 zwycięstw, 3 remisy i jedną porażkę w pierwszych 18 spotkaniach. 14 wygranych zanotował również w dwóch sezonach swojej pierwszej kadencji na Santiago Bernabéu. W rozgrywkach 2013/14 dopełnił je 2 remisami i 2 porażkami, a w rozgrywkach 2014/15 jednym remisem i 3 porażkami. Co ciekawe, najgorzej rozpoczął sezon 2021/22, który zakończył się zdobyciem historycznego dubletu w postaci mistrzostwa Hiszpanii i Ligi Mistrzów. Wówczas po pierwszych 18 potyczkach miał na koncie 13 wygranych, 3 remisy i 2 porażki.
Triumfalny powrót
Drugi etap Ancelottiego w Madrycie obfituje w większą liczbę sukcesów aniżeli ten pierwszy. Dane stanowią najlepsze referencje dla Włocha, który w tym czasie sięgnął po 6 ze wszystkich 10 tytułów zdobytych z Realem. W tym sezonie nie zdejmuje nogi z gazu. Tak naprawdę nawet nieco przyspieszył i podkręcił procent zwycięstw (83%), a jego drużyna znajduje się w doskonałej pozycji w La Lidze i w Champions League. Jeśli szkoleniowców ocenia się za osiągane wyniki, Królewscy nie powinni mieć żadnych wątpliwości co do pozostania 64-latka.
Tym bardziej mając baczenie na przeszkody, czyli głównie liczne kontuzje, z którymi musiał się zmierzyć, i które w ostatnich tygodniach zaczęły doskwierać do tego stopnia, że w ostatnich dwóch starciach musiał radzić sobie bez ośmiu zawodników niedostępnych z powodu różnych problemów zdrowotnych. Zespół nie wykazał jednak najmniejszych oznak słabości i utrzymał swoją zwycięską passę.
Terminarz także nie był najłatwiejszy. Z 18 meczów, które do tej pory rozegrali Los Blancos, aż 10 miało miejsce poza Bernabéu, z ciężkimi wizytami na Cívitas Metrpolitano, w Barcelonie, Sewilli, Bilbao, Gironie czy Neapolu włącznie. Wyjazdowy bilans to 8 zwycięstw, jeden remis (z Sevillą) i jedna porażka (z Atlético).
Ancelotti był i nadal jest błogosławieństwem dla Realu Madryt, któremu trudno będzie znaleźć jakikolwiek argument przemawiający za tym, by nie przedłużyć z nim kontraktu. Jego powrót – w trudnych okolicznościach po pożegnaniu się z Zinédine’em Zidane’em – był jedną z najlepszych decyzji klubu od wielu lat. Włoch bryluje nie tylko w statystykach, ale również w wielu innych aspektach, które uczyniły go znaczącą postacią. Po pierwsze – cieszy się niesłabnącym szacunkiem i wsparciem szatni. Zarządzanie grupą pozostało jego mocną stroną, ponieważ nie pozostawia miejsca na polemikę i nie wywołuje kontrowersji ani sytuacji, które zaburzają porządek w drużynie.
Kibice stoją za nim murem
Po drugie – ma za sobą publiczność Santiago Bernabéu, której serca podbił dzięki wygranym pucharom, elegancji i swojemu niekwestionowanemu madridismo. I wreszcie – może liczyć na zaufanie i wsparcie Królewskich, którzy widzą w nim człowieka klubu, który zawsze przedkłada interesy instytucji ponad te własne, a jego rezultaty nie wzbudzają jakichkolwiek wątpliwości. Jakby tego było mało, Real nie chciałby stracić też jego sztabu, gdyż uważają go grupę wysoko wykwalifikowanych fachowców, która przyczynia się do rozwoju zespołu z każdego możliwego punktu widzenia.
Wszystko to stawia go na pole position do przedłużenia kontraktu, pomimo różnych kandydatur, które były wymieniane do potencjalnego zastąpienia go. W mediach najgłośniej wybrzmiewa nazwisko Xabiego Alonso. Ale Ancelotti ma kredyt zaufania i Real Madryt o tym wie. Bo przede wszystkim Carletto ma wszelkie potrzebne papiery i kompetencje, żeby kontynuować swoją pracę w stolicy Hiszpanii.
Komentarze (48)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się