W swoim najbardziej dyskretnym meczu w koszulce Realu Madryt Jude Bellingham rozstrzygnął o losach El Clásico. Zdanie to ilustruje ogromny potencjał tego angielskiego zawodnika, który zaledwie trzy miesiące po debiucie zbiera niezliczone wyróżnienia i jednogłośnie utwierdza wszystkich w przekonaniu, że urodził się, aby naznaczyć epokę w białej koszulce. Jego zdolność do wpływania na wynik meczu w wieku 20 lat jest zdumiewająca. Zaznaczmy, że pod względem piłkarskim był to jego najbardziej dyskretny mecz, ponieważ zniknął aż do swojego strzału w 68. minucie. Prawda jest jednak taka, że nawet mimo tego stworzył różnicę, strzelając dwa gole, które dały jego drużynie kolejne zwycięstwo. Tak to już jest z talentem. Robi różnicę. A w tej chwili nie ma talentu, który mógłby się równać z talentem Jude'a w całej La Lidze.
Jak to często ma miejsce w tym sezonie, Bellingham przyszedł na ratunek swojej drużynie, kiedy ta najbardziej go potrzebowała. Ależ ona go potrzebowała. Pierwsza połowa w wykonaniu Realu była fatalna, żenująca pod względem braku intensywności i nastawienia. I o ile trudno jest zrozumieć brak koncentracji, z jakim podopieczni Ancelottiego zaczynają wiele meczów, to w najbardziej oczekiwanym starciu sezonu ich apatia graniczyła z czymś niewytłumaczalnym. Tak samo jak niewytłumaczalne jest to, że Nacho zaczyna na ławce rezerwowych, podczas gdy dzień w dzień musi oglądać słabe występy Alaby. Carletto ma swoich ulubieńców i nawet tak słabe występy tego nie zmienią.
Real nie był w stanie zareagować po tak wcześnie straconym golu. Gavi i Fermín dali pokaz intensywności, który niszczył Królewskich. Nie robiąc nic, Barça zdominowała Klasyk w tempie, w którym ich przeciwnicy ograniczali się do chodzenia i oglądania. Po wprowadzeniu Camavingi i Modricia drużyna Ancelottiego odzyskała rytm, a Bellingham oddał genialny strzał, który doprowadził do wyrównania. Wtedy właśnie Real poczuł krew i zaczął grać. Pokonanie wielkiego rywala na jego stadionie przy tak fatalnym występie dwóch napastników pierwszego składu, Viníciusa i Rodrygo, to coś godnego pochwały. Na razie Bellingham radzi sobie ze wszystkim. Nie zaszkodziłoby jednak, gdyby pomogła mu reszta drużyny.
Komentarze (32)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się