Powrót po przerwie na reprezentacje zwykle nie jest łatwy, gdy tracisz większość pierwszego zespołu nad ponad tydzień. Dziś nie było widać u Królewskich żadnego zmęczenia. W pierwszych minutach odważnie ruszyli bowiem na Sevillę i dwukrotnie znaleźli sposób na Nylanda. Najpierw słusznie De Burgos – a właściwie sędzia VAR – dopatrzył się spalonego i nie mógł uznać gola Valverde.
I to była jedna z niewielu dobrych ostatecznie decyzji pana, który pełnił dziś funkcję sędziego. Nie chcemy się jednak na nim skupiać w podsumowaniu, więc napiszemy tylko tyle: był katastrofalny.
Real Madryt podkręcił śrubę na początku, ale po tym, jak mógł czuć się przekręcony, do gry weszła też Sevilla. Miała kilka swoich szans, a Real przy mizernej grze w środku pola potrzebował czasu, by ochłonąć. Z perspektywy czasu zabrakło przede wszystkim właśnie ataku. Świetne szanse mieli Rodrygo i Vinícius, ale obaj dziś zawiedli.
Real Madryt nie zagrał złego meczu, ale też sobie nie pomógł. Po samobóju Alaby i natychmiastowej odpowiedzi Carvajala Real wcale nie nacisnął na pedał gazu. Niedługo po tym golu to Sevilla była bliżej strzelenia gola.
Niewątpliwie na Pizjuán oglądaliśmy bardzo dobre spotkanie. Zepsuł je pan z gwizdkiem, który z jakiegoś powodu nadal jest uznawany za sędziego. Real nie powinien mieć jednak pretensji wyłącznie do niego – mógł zrobić zdecydowanie więcej, by sięgnąć po trzy punkty. Jeden nie jest jednak aż tak tragiczną wiadomością.
Sevilla FC – Real Madryt 1:1 (0:0)
1:0 Alaba 74' (gol samobójczy)
1:1 Carvajal 78' (asysta: Kroos)
Sevilla: Nyland; Navas, Gudelj (77' Badé), Ramos, Acuña; Soumaré, Rakitić, Sow (87' Lamela); Ocampos, Lukebakio (67' Suso), En-Nesyri (87' Mir)
Real Madryt: Kepa; Carvajal, Rüdiger, Alaba, Mendy (88' Fran); Tchouaméni (67' Camavinga), Kroos, Valverde (67' Modrić), Bellingham; Vinícius (88' Brahim), Rodrygo (79' Joselu)
Komentarze (742)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się