REKLAMA
REKLAMA

Benzemie chodziło o czas, nie o pieniądze

Francuz odszedł nagle, ale ogłaszał to swoimi wcześniejszymi gestami i decyzjami. Pieniądze nie były koronnym argumentem. Chodziło o mijający czas oraz jego zaangażowanie społeczne i religijne, przekonuje José Félix Díaz z dziennika MARCA.
REKLAMA
REKLAMA
Benzemie chodziło o czas, nie o pieniądze
Fot. Getty Images

Karim Benzema opuścił Real Madryt w sposób nagły. Nie było to zupełnie niespodziewane, ale wydarzyło się w momencie, gdy logika podpowiadała, że on sam myśli o zamknięciu cyklu, który rozpoczął w 2009 roku i który dla wielu pozostawił niedokończony. Odejście Francuza pozwalało sądzić, że klubowi włodarze będą szaleńczo poszukiwać transferu Kyliana Mbappé lub wręcz przeciwnie – że będą przeczesywać rynek w poszukiwaniu klasowej „dziewiątki” z Harry’m Kane’em jako główną opcją. Błąd. Burza informacyjna trwała tydzień. Od tamtej chwili stało się jasne, że gole będą musieli zapewnić inni. Najbardziej ryzykowne było stawianie na Jude’a Bellinghama. Ci, którzy tak myśleli, mieli rację.

Wróćmy jednak do Francuza. Jego pożegnanie było przygotowywane w tygodniach poprzedzających oficjalną decyzję o odejściu, choć osoby z otoczenia klubu wskazują, że miało to miejsce dużo wcześniej. Nie mówimy tu o samej ofercie finansowej, ale o religijno-społecznym wezwaniu, jakie Benzema otrzymał z Arabii Saudyjskiej. Dla napastnika było jasne, że jego życiowa droga będzie wiodła przez saudyjski kraj. Prędzej czy później ten czas miał nadejść. Warunki finansowe otrzymanej przez niego oferty (dwukrotność tego, co zarabiał w Realu Madryt, pomnożona przez trzy lata), a także następstwo jego zaangażowania w religię oraz rozwój Arabii Saudyjskiej, zachęciły 35-latka do poproszenia madryckich dyrektorów o zapomnienie o dodatkowym roku kontraktu, który istniał dzięki ustnemu porozumieniu związanemu ze zdobyciem przez niego Złotej Piłki.

REKLAMA
REKLAMA

Pasja i pieniądze
Operacja ta nie wiązała się dla Karima Benzemy z żadnymi pieniędzmi. Uszczupliło to budżet płacowy, ale nic więcej. Relacja napastnika z klubem była inna, wyjątkowa. To połączenie nie miało nic wspólnego z jakimkolwiek innym. Pomysł jest taki, by Francuz i Al-Ittihad, jego obecna drużyna, pewnego dnia zawitali na Santiago Bernabéu, by ten mógł otrzymać hołd, na jaki zasługuje. Bo jeśli jest jedna rzecz, która jest dla niego oczywista, to fakt, że jego życie jest w Arabii i nie ma mowy o ewentualnym powrocie do Realu Madryt lub do europejskiego futbolu w jakimkolwiek innym miejscu.

Benzema nie był typowym środkowym napastnikiem, jednym z tych, którzy tylko popychają piłkę. On grał i sprawiał, że grali też inni. Było to coś, co aktualnie praktycznie nie istnieje w piłkarskim wszechświecie. Jego ostatni sezon w białej koszulce nie oddał sprawiedliwości temu, co pokazał w tych ubiegłych. Konflikt z Didierem Deschampsem jeszcze przed Mistrzostwami Świata w Katarze, kontuzje i delikatne momenty emocjonalne doprowadziły do tego, że w minionych rozgrywkach przegapił wiele meczów i musiał umiejętnie zarządzać swoimi siłami.

Wielki Benzema, który zgarnął Złotą Piłkę i był decydujący w Lidze Mistrzów w kampanii 2021/22, ostatecznie nie powrócił, co również skłoniło go do odejścia po czternastu latach spędzonych w stolicy Hiszpanii. Jego relacje z klubem wciąż są dobre. Wszystko ochładza odległość, ale Francuz wie, gdzie ma przyjaciół, począwszy od samego Florentino Péreza i kolegów z dawnej szatni, którzy niezmiennie go podziwiają.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (26)

REKLAMA