Hiszpan pozostaje bez klubu i tylko jakiś wyjątkowo nieoczekiwany zwrot akcji mógłby przeszkodzić byłemu kapitanowi Królewskich w transferze do Al-Ittihad, informuje MARCA, mimo że na wyobraźnię defensora cały czas mocno oddziaływała możliwość gry w Champions League. Z drugiej strony jednak pojawia się olbrzymia fortuna, jaką można podnieść z saudyjskich boisk. Gdyby po Ramosa zgłosiła się Sevilla, pieniądze nie miałyby żadnego znaczenia, ale ostatecznie stoper ma grać u boku Karima Benzemy w Al-Ittihad.
Andaluzyjczycy mają problemy z wypełnieniem limitu płacowego. W niezobowiązujących rozmowach 37-latek spytał nawet działaczy, ile mogliby mu zaoferować, by księgowość się zgadzała. Obrońca bardzo chciałby wrócić do klubu, z którego wypłynął na szerokie wody. W nadziei na propozycję z Sevilli piłkarz przez całe lato odrzucał oferty z MLS, Arabii Saudyjskiej i Turcji. Każda z nich była bardzo atrakcyjna finansowo.
Pierwsze mecze sezonu pokazały, że Sevilla ma poważne problemy w tyłach. Do tego stopnia, że coraz więcej osób związanych z klubem uważa, że niezatrudnienie Ramosa było błędem. Ludzie sprzeciwiający się jego powrotowi są dziś w mniejszości. Czas jednak leci nieubłaganie i już nawet ewentualna klęska na Metropolitano raczej nie może odwrócić sytuacji.
Wielu kibiców i nawet pracowników klubu twierdzi, że odpuszczenie transferu Sergio może okazać się wręcz historyczną pomyłką. Tym bardziej że ryzyko finansowe byłoby minimalne, ponieważ zawodnik byłby w stanie podpisać roczny kontrakt na niewygórowanych warunkach. Jego przedłużenie zaś mogłoby być uzależnione od osiągniętych przez piłkarza lub zespół celów. Przybycie ikony światowego futbolu mogłoby też pomóc w nabyciu głównego sponsora, którego obecnie brak. Jest już jednak za późno.
Komentarze (9)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się