Wyszedł z kapelusza i mimo bardzo trudnego – także dla siebie – spotkania w Vigo w kluczowym momencie potrafił wsadzić głowę tam, gdzie nie powstydziłby się tego Andrzej Szarmach. Jude Bellingham znów był w dobrym miejscu i dobrym czasie. To jest bez wątpienia najlepsza wiadomość dzisiejszego starcia. Trzy punkty wracają do Madrytu, ale…
Real Madryt rozegrał najsłabszy mecz w tym sezonie. Optymiści zauważą rzecz jasna komplet punktów na trzech wyjazdach i doskonały start sezonu, a także fantastyczne wejście w sezon. Trzeba jednak trochę zejść na ziemię. Królewscy doznali dziś kolejnego poważnego ciosu, ponieważ już na początku meczu urazu doznał Vinícius, a Joselu… delikatnie rzecz ujmując, nie wszedł w buty Brazylijczyka.
W przerwie śmierdziało remisem. Wcześniej Real atakował, ale Celta potrafiła odpowiedzieć (nieuznany gol w 3. minucie), a Królewscy nie stwarzali wielu dogodnych okazji. Po przerwie nie zmieniło się zbyt wiele, choć drużyna Ancelottiego dużo sprawniej broniła. Wejścia Modricia i Kroosa nie przyniosły natychmiastowego efektu, ale ostatecznie to rezerwowi pomogli Bellinghamowi w strzeleniu gola. Kroos dorzucił z rogu, Joselu zgrał na długi słupek, a Jude zrobił swoje.
Problemy kadrowe Realu Madryt zaczynają się bardzo szybko, ale postać fantastycznie spisującego się Anglika słusznie powinna przejąć tytuły jutrzejszych gazet. Bellinghama nie da się nie lubić, a kibice innych wielkich klubów mogą zazdrościć Królewskim tego transferu.
Celta Vigo – Real Madryt 0:1 (0:0)
0:1 Bellingham 81' (asysta: Joselu)
Celta: Villar; Mingueza, Starfelt, Aidoo, Núñez, Cervi (45'+1' Manu Sánchez); De La Torre (81' Miguel Rodríguez), Beltrán, Bamba; Aspas, Larsen (77' Tapia)
Real Madryt: Kepa; Carvajal, Rüdiger, Alaba, Fran García (80' Nacho); Tchouaméni (63' Kroos), Camavinga (63' Modrić), Valverde, Bellingham; Vinícius (18' Joselu), Rodrygo
Komentarze (603)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się