W swoim pierwszym oficjalnym meczu w hiszpańskim futbolu Jude Bellingham zostawił wyraźną wizytówkę prezentującą swoją sylwetkę. Przybył, by zatriumfować. Kibice zgromadzeni na La Catedral obserwowali, jak 20-letni debiutant z zadziwiającą naturalnością stał się centralnym punktem ofensywy Realu Madryt, który w pierwszej połowie zdominował Athletic. Muskularny zawodnik pojawiał się we wszystkich obszarach boiska i we wszystkich fazach gry, wykazując się jej zrozumieniem i wszechobecną jak na debiutanta osobowością. Jego arystokratyczna postawa i elegancki sposób poruszania się przypominają niektórym Zidane'a, inni porównują go do jego rodaka Lamparda, a jeszcze inni przywołują samego Alfredo Di Stéfano ze względu na jego wszędobylskość.
Atuty Bellinghama są tak liczne i tak niezwykłe, że Carlo Ancelotti nie zawahał się zmodyfikować swojego tradycyjnego 4-3-3, żeby zaadaptować go do formacji z rombem w środku pola, gdzie może wykorzystać szeroki repertuar zagrań angielskiego pomocnika, który zajmuje pozycję najbliżej pola karnego rywala z priorytetową instrukcją od swojego trenera: nie odcinaj się, szukaj bramki i strzelaj, kiedy tylko możesz, ponieważ potrzebujemy twoich goli. W rzeczywistości dzięki tej zmianie planu taktycznego Carletto czyni cnotę z konieczności.
W końcu nikt nie wie lepiej od niego, że jeśli Mbappé i emir Kataru nie znajdą wyjścia z sytuacji w ciągu najbliższych dwóch tygodni, w tym sezonie będzie musiał zarządzać jedną z najbardziej niezrównoważonych kadr Realu Madryt w ostatnich latach, zwłaszcza po dwóch poważnych kontuzjach, które pozostawiły Los Blancos bez dwóch kluczowych piłkarzy: Courtois i Militão. Środek pola jest bogaty zarówno pod względem jakości, jak i liczby graczy, kwestia pierwszego bramkarza została dobrze rozwiązana za sprawą Kepy, ale defensywa, a przede wszystkim linia ataku, pozostają wyraźnie niezabezpieczone bez swojego najlepszego obrońcy i bez klasowego snajpera takiego jak Benzema, który w swojej ostatniej kampanii, jednogłośnie określanej jako zła, strzelił 31 goli.
Wystarczy przypomnieć, że ostatnim razem, gdy Królewscy stracili podstawowego napastnika i nalegali na to, by go nie zastępować (miało to miejsce w 2018 roku, kiedy odszedł Cristiano i późno został sprowadzony Mariano), Lopetegui przetrwał zaledwie dziesięć kolejek na stanowisku szkoleniowca i został zwolniony po historycznej suszy punktowej. Powtórzenie tego scenariusza, w którym obecny Real Madryt zanotowałby cztery porażki w pięciu seriach gier w La Lidze, wydaje się dla niego trudne, ale ewidentne jest to, że atak tworzony przez Viníciusa, Rodrygo, Brahima i Joselu jest zdecydowanie niewystarczający wobec gigantycznych wymagań jedynego klubu na świecie, w którym sezony przejściowe się nie liczą. Ancelotti o tym wie i dlatego od pierwszego dnia prosił o napastnika (Kane'a lub kogoś innego). W klubie nie posłuchali go, więc numer 9 nadal jest wolny, opcja wypożyczenia Vlahovicia znajduje się w zamrażarce i wszyscy spoglądają w kierunku Paryża.
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się