To jest właśnie siła drużyny! - takie słowa przychodzą na usta po wygranej Realu Madryt we wtorkowym meczu w Pucharze ULEB. Każdy koszykarz wypełnił swoją rolę bardzo dobrze i należycie wykorzystał minuty spędzone na boisku. W końcówce, najistotniejszą okazała się koncepcja gry, obmyślona przez trenera Królewskich, Joana Plazę. Dotychczas nasz zespół wygrał 8 z 9 meczów, przegrywając jedynie pierwsze spotkanie właśnie w Pucharze ULEB, rozegrane tydzień temu przeciwko holenderskiej drużynie Eiffel Towers.
Ale wróćmy do meczu z Grekami. Na samym początku Real Madryt zdecydował się na grę na obwodzie i częste rzuty z dystansu, niestety nie zawsze celne. Zawodnicy PAOK-u nie dali się jednak przycisnąć do muru i bez większego trudu wyszli na prowadzenie, 7:3, przy dużym pokazie umiejętności centrów drużyny - Pasalicia i Sekulicia. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Realu. Dobra gra Ratko Vardy i świetnie punktujący Charles Smith, doprowadziły do stanu 10:9 dla gospodarzy, w siódmej minucie meczu. Jasnym stało się, że mecz zakończy się raczej niskim wynikiem. Jeszcze przed upływem 10 minut, rzutem zza linii 6,25m popisał się Smith, który w pierwszej kwarcie zapisał na koncie 8 oczek.
Po pierwszej, remisowej części gry, na parkiecie pojawił się Tunceri, który zastąpił Raula Lópeza. Genialny blok na Sekuliciu zaliczył Venson Hamilton - najlepiej blokujący zawodnik Ligi ACB. Kiedy Smitha zmienił Bullock, a do gry został także wydelegowany Tomas, który zagrał przeciwko swojemu bratu, Ivanowi, Real Madryt zyskał siedmiopunktową przewagę, prowadząc 20:13.
Nasza defensywa bardzo dobrze pracowała pod koszami, a także w ataku. Zbiórki Felipe Reyesa i Vensona Hamiltona stwarzały okazję na poprawkę, drugą szansę na zdobycie punktów. Kluczowym zawodnikiem okazał się właśnie Reyes - świetna gra pod tablicami, cztery zdobyte punkty oraz duch walki sprawiły, że Real odskoczył rywalowi na dziewięć punktów. Trener PAOK-u, Konstantinos Pilafidis, był zmuszony do poproszenia o "czas", by tylko uniknąć powiększeniu różnicy. Przyniosło to efekty. Grecy zdołali zmniejszyć stratę do gospodarzy do sześciu punktów. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 26:20.
Koszykarze Realu Madryt wyszli z jeszcze większą motywacją, aby jak najszybciej zapewnić sobie zwycięstwo. I to im się udało. Wszystko dzięki solidnej obronie, kierowanej przez Vensona Hamiltona, który co jakiś czas blokował swoich przeciwników, doprowadzając ich do wewnętrznej złości, a także dzięki kilku kontratakom, przeprowadzonym przez Raula oraz dobrej grze na obwodzie Mumbrú i Smitha.
Takim oto sposobem, Real w przeciągu sześciu minut zdobył 14 punktów, przy stracie zaledwie dwóch, podwyższając wynik do 40:22 i praktycznie zapewniając sobie wygraną. Przynajmniej tak się wydawało... Wtedy swoją drużynę do walki poderwał Allen, który sam rzucił osiem oczek i z pomocą kolegów zmniejszył stratę do 10 punktów.
To spotkało się z ostrą ripostą naszych koszykarzy, którzy w czwartej kwarcie pokazali, kto rządzi na parkiecie. Kibice ponownie mogli obejrzeć dobrą grę Tunceriego, Marko Tomasa, Bullocka i Hamiltona, którego „festiwal bloków" spotykał się ze „standing ovation". Królewscy po raz kolejny pokazali jak grać zespołowo. To największa zaleta naszego zespołu w tym sezonie i rzecz, na której swoją pracę opiera trener Joan Plaza.
69 - Real Madryt (13+13+18+25): Lopez (4), Smith (13), Mumbrú (7), Reyes (6), Varda (6) - Hervelle (7), Tunceri (8), Bullock (6), Tomas (6), Martín (3), Sinanovic (-) i Hamilton (3).
45 - PAOK Saloniki (13+7+14+11): Allen (14), Scepanovic (6), Kalampokis (4), Pasalic (5), Sekulic (10) - Charitopulos (-), Tomas (2) i Agadakos (4).
Puchar ULEB: Pewna wygrana z PAOK-iem
Real Madryt 69:45 PAOK Saloniki
REKLAMA
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się