Ostatnie występy Rodrygo dają dowód na to, że 22-latek jak najbardziej może stanowić o sile drużyny w starciach zaznaczonych w kalendarzu na czerwono. W zeszłą sobotę Ancelotti oszczędził go przed rewanżem z City, w którym atakujący ponownie ma być kluczowy w przełamywaniu oporu stawianego przez ekipę Pepa Guardioli.
Byłemu graczowi Santosu zajęło ponad cztery lata ściągnięcie z siebie łatki gracza numer 12. W zeszłym sezonie Rodrygo potwierdził swoją przydatność i predyspozycje, ale na wielkie wieczory niemal zawsze wypadał z wyjściowego składu. Tylko w jednym z siedmiu meczów fazy pucharowej Ligi Mistrzów Carletto posłał go w bój od początku. Raz zaś nawet nie pojawił się na boisku (pierwsze spotkanie z Chelsea). W Paryżu zameldował się tylko dla zyskania cennych sekund w doliczonym czasie. Jego rola w zdobyciu 14. Pucharu Europy rzecz jasna nie podlega dyskusji, ale samo miejsce w hierarchii znajdowało się dużo niżej niż Valverde czy Viníciusa.
Obecny sezon młody piłkarz rozpoczynał z tego samego pułapu, ale z biegiem czasu dzięki swej wszechstronności, uporowi i bramkom odwrócił swoją sytuację o 180 stopni. Na ten moment Rodrygo ma na koncie 16 goli i 11 asyst w 52 meczach. Przełomem było starcie na Anfield. Od tamtej pory był już niemal nie do ruszenia. Potem przyszedł dublet z Chelsea i podobny wyczyn dokonany w finale Pucharu Króla. W środę, jeśli Carlo nie wpadnie na jakieś nieoczywiste rozwiązanie, znów ujrzymy go na murawie od pierwszego gwizdka arbitra. Na mecz z Getafe Ancelotti nawet go nie powołał, co jasno sugeruje, że szkoleniowiec oszczędzał Brazylijczyka przed konfrontacją na Etihad.
W Europie zawsze mogliśmy podziwiać najlepszą wersję Rodrygo. Już w swoim drugim meczu w Lidze Mistrzów zanotował hattricka. Liczby atakującego są wręcz zadziwiające. W La Lidze jego średnia wynosi 0,12 trafienia na mecz, podczas gdy w Champions League jest to 0,39 bramki. W kwietniu kilka zmarnowanych okazji z Kadyksem sprawiło, że Rodrygo stał się najmniej skutecznym graczem w całej lidze, biorąc pod uwagę przelicznik spodziewanych goli. Podreperowanie dorobku w kilku ostatnich ligowych potyczkach pomogło mu nieco zamazać ten wstydliwy bilans, co jednak nie zmienia faktu, że w europejskie wieczory Rodrygo od zawsze zmienia się w prawdziwą bestię.
W harmonijnym rozwoju piłkarzowi wydatnie pomogli Ancelotti, jak i sam Florentino. Prezes ma szczególną słabość do Rodrygo. Na początku roku Pérez zszedł po jednym ze spotkań do szatni, spojrzał kątem oka na Brazylijczyka i rzucił tylko: „Dobrzy zawsze na boisku”. Ancelotti, zdaje się, zrozumiał ukryty przekaz. W zeszłym sezonie Włoch wywindował na szczyty Viniego, teraz zaś robi to samo z kolejnym młodym zawodnikiem.
Trener każdego dnia stara się w Valdebebas wyciskać maksimum potencjału Rodrygo. 63-latek uważa, że ma on wszelkie predyspozycje ku temu, by stać się jednym z najlepszych piłkarzy świata. Teraz zaś uwierzyć w to musi sam gracz. Również Davide nieustannie stara się jeszcze bardziej umacniać pewność siebie napastnika. Sam Rodrygo nie umie wytłumaczyć swojej więzi z Ligą Mistrzów. Nie ulega jednak wątpliwości, że wraz z pierwszym powiewem wiosennego powietrza do życia budzi się i on. Brazylijczyk długo czekał, aż wreszcie się doczekał. W środę znów będzie robił wszystko, by po raz kolejny wyrzucić za burtę City Guardioli.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się