Choć w pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów z Manchesterem City Real Madryt wyśmienicie zrealizował plan „anty-Haaland”, to rykoszetem dostało się też Kevinowi De Bryune. Belg nie mógł wszak tego dnia obsłużyć – w znany sobie sposób – wypieszczonymi podaniami, schowanego do kieszeni Antonio Rüdigera, norweskiego kolegi.
31-latek znalazł jednak sposób, aby samemu zadbać o korzystny wynik pierwszej konfrontacji. Gwiazda The Citizens w 67. minucie spotkania wyciągnęła pomocną dłoń do znajdującego się w najgorszym etapie meczu zespołu Pepa Guardioli. Pomocnik potężnym uderzeniem zza pola karnego doprowadził do wyrównania, ustalając rezultat tamtej partii.
Passa trwa
Belgijski wirtuoz przedłużył tym samym serię strzelonych bramek w dwumeczach z Realem Madryt. Wychowanek Gentu wpisywał się na listę strzelców w każdym z trzech ostatnich „dwupaków". Za każdym razem działo się tak w pierwszej partii owych batalii. Początek rzeczonej passy odnotowano podczas sezonu 19/20, gdy na etapie 1/8 finału okazał się kluczowym piłkarzem Obywateli, mając udział przy obu trafieniach – asysta i gol, które zapewniły im zwycięstwo 2:1.
Reprezentant kraju Beneluksu powtórzył ten schemat dwa lata później, przyczyniając się do triumfu w stosunku 4:3. Przed tygodniem, tym razem bez ostatniego podania, również znalazł drogę między słupki, pozbawiając Królewskich skromnej zaliczki. Piękny strzał, którym pokonał Courtois, był dziesiątym golem w trwających rozgrywkach na wszystkich frontach. Do tego dorobku dołożył również imponującą liczbę 27 asyst.
Ładował baterię
W ubiegłą niedzielę Kevin De Bruyne nie pojawił się na boisku podczas starcia z Evertonem. Pep Guardiola dał odpocząć swojemu gwiazdorowi, a Manchester City bez Belga w składzie pewnie pokonał ekipę z niebieskiej części Liverpoolu 3:0. Poza centrocampistą na ławce rezerwowych znaleźli się również Grealish, Silva czy Stones, jednak dwaj pierwsi odnotowali kilkanaście końcowych minut tej rywalizacji.
Komentarze (18)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się