Jude Bellingham powiedział, że byłby podekscytowany dołączeniem do Realu Madryt i że jest oczarowany projektem przygotowywany dla niego, ale Mario Cortegana z The Athletic informuje, że nie ma jednak pewności, czy oznacza to, że Królewscy zawarli ostatecznie umowę z pomocnikiem, o czym informowano w innych miejscach. A w środę źródła dziennikarza miały zaprzeczyć, że osiągnięto porozumienie z piłkarzem lub nawet wstępne porozumienie z Borussią Dortmund. Inne źródła zbliżone do tematu powiedziały dziennikarzowi, że kluby nie podjęły jeszcze decydujących rozmów na temat transferu.
Madryckie źródła zawsze wypowiadały się o każdym potencjalnym transferze w ostrożnych słowach i jak zobaczymy, jest ku temu kilka powodów. Od dawna uważają, że są w gorszej sytuacji w porównaniu z Liverpoolem i Manchesterem City, które również wykazały silne zainteresowanie sprowadzeniem Bellinghama, chociaż klub z Merseyside odpadł z wyścigu w zeszłym miesiącu. Mistrzowie Hiszpanii nie wierzą, że mogą zaoferować mu tak duże pieniądze jak zespół Pepa Guardioli, a ich wycena zawodnika jest niższa niż cena wywoławcza Borussii, wynosząca 150 milionów euro. Królewscy są gotowi zapłacić około 100 milionów euro. Królewscy kontynuują jednak rozmowy z 19-latkiem i czują coraz większy optymizm w sprawie transferu.
Cortegana pyta, czy Jude Bellingham skończy w Realu Madryt? I odpowiada, że w tej chwili wydaje się to najbardziej prawdopodobną opcją, ale nie jest to pewne.
Przed rokiem pozyskano z Monaco Auréliena Tchouaméniego i zdaniem dziennikarza przyjście Bellinghama musiałoby nastąpić po tej samej sekwencji wydarzeń: zawodnik musiałby wybrać Real Madryt, gdzie zarabiałby mniej, a klub sprzedający musiałby zaakceptować niższą ofertę niż ta, którą mogłyby złożyć angielskie kluby. W tym sensie zmienne będą kluczowe – podobnie jak rok temu w przypadku Tchouaméniego. Umowa, którą Real Madryt uzgodnił z Monaco za Francuza, zamykała się w kwocie 80 milionów plus 20 milionów w formie zmiennych, z czego 10 milionów miało być bardzo proste do zrealizowania.
Źródła klubowe wskazują, że są skłonni podjąć starania o Bellinghama, ale zawsze tłumaczą swoje myślenie zastrzeżeniem, że nie mają w planach robić nic „szalonego”, ani wchodzić w licytację z rywalami z Premier League, którzy mogą sobie pozwolić na większe wydatki. W tym scenariuszu mogłyby pomóc doskonałe relacje między Realem a Borussią, ale Królewscy mają świadomość, że to jest biznes i każdy klub broni tylko swoich interesów. Los Blancos zdają sobie również sprawę, że gdyby Dortmund zdecydował się nie sprzedawać tego lata, to w przyszłym roku byliby na słabszej pozycji negocjacyjnej – obecny kontrakt Bellinghama wygasa w czerwcu 2025 roku.
„To normalnie, że media wyprzedzają rzeczywistość, jak to się stało z Mbappe, ale musimy dalej pracować”, powiedziało w środę The Athletic źródło bezpośrednio z Realu Madryt. Dlaczego to powiedzieli? Ponieważ MARCA opublikowała artykuł, w którym poinformowała, że Real Madryt uzgodnił prawie wszystko, co jest potrzebne, aby transfer mógł dojść do skutku, zarówno z Dortmundem, jak i z zawodnikiem. Jednak kilka godzin później – i to na pierwszej stronie – MARCA zmieniła artykuł, informując, że Real doszedł do porozumienia tylko z Bellinghamem. Podobna historia wydarzyła się też w Asie.
W środę po południu ukazał się artykuł, który mówił porozumieniu z Bellinghamem. Później tego samego dnia historia została zastąpiona nowym artykułem zatytułowanym: „Real zaprzecza porozumieniu”. W Madrycie transferowa telenowela jest śledzona z wielkim zainteresowaniem. Rozwój wydarzeń spotkał się z pewnym zaskoczeniem także w szatni.
Toni Kroos podpisał już umowę na jeszcze jeden rok (Real proponował mu nawet dwuletnią umowę), a Florentino Pérez powiedział Luce Modriciowi na spotkaniu w marcu, że chce, aby chorwacki rozgrywający przedłużył swój kontrakt. Z Danim Ceballosem – którego kontrakt również wygasa latem – sytuacja nie jest tak jasna, ale nawet jeśli nie zostanie, Real nadal będzie miał Kroosa i Modricia. Obaj są zawodnikami, których Ancelotti uwielbia i trudno mu ich posadzić na ławce, mimo że prezes woli, by Włoch wystawiał młodszych zawodników.
Bellingham będzie musiał zmierzyć się też z rywalizacją o miejsce w składzie z Federico Valverde – jednym z filarów klubu w ostatnich sezonach – a także Eduardo Camavinga, z którym trwają rozmowy o przedłużeniu kontraktu, a który według Péreza powinien grać w pomocy, a nie na lewej obronie, oraz Tchouaménim, który ma ograniczone możliwości gry w pierwszej drużynie.
Sztab trenerski nie wie zbyt wiele o sytuacji związanej z Bellinghamem. Sportowe kierownictwo klubu konsultuje się z nimi w konkretnych kwestiach tylko od czasu do czasu. Kadra zarządzająca skupia się jedynie na ratowaniu swoich miejsc pracy, w obliczu zbliżających się kluczowych meczów. Real gra finał Copa del Rey przeciwko Osasunie w sobotę i pierwszy półfinał Ligi Mistrzów z City we wtorek.
Po tym, co stało się z Mbappé – którego przyjście zostało przedwcześnie uznane za pewnik zeszłego lata, a szczegóły wyciekły do mediów – klub woli być ostrożny wobec potencjalnego przybycia Bellinghama. Dobra praca została wykonana, ale wciąż jest trochę drogi do przebycia.
Komentarze (36)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się