„Nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś takiego”, tak dyrektorzy madryckiego klubu opisują to, co wydarzyło się w czwartkowy wieczór w WiZink Center i co posłużyło za punkt kulminacyjny meczu Euroligi pomiędzy Realem Madryt a Partizanem. Kto wie, czy nie będzie to też oznaczało końca kariery w stolicy Hiszpanii dla niektórych uczestników awantury, którzy wyrządzili tyle szkód dla wizerunku klubu. Najpierw w ciągu dnia przyjdzie czas na sankcję Euroligi, a potem, z większym spokojem i perspektywą na twarde środki, które zamierza zastosować madrycki klub, informuje MARCA.
Zdumienie tym, co się stało, nie umknęło nikomu w Realu Madryt. Kibice, dyrektorzy, trenerzy, a nawet sami zawodnicy, gdy już zobaczyli, co się stało, wstydzą się za obraz pokazany światu. Imię Realu Madryt jest na ustach wszystkich za coś, co jest niezgodne z wizerunkiem, jaki chce prezentować klub i nie pozwolą, by to się powtórzyło. Rozdzielanie konfrontacji ciosami to coś absolutnie nieakceptowalnego, a na niekorzyść awanturników działa jeszcze to, że na własne oczy widział wszystko Florentino Pérez, który był obecny na hali.
Zrozumiałe jest, że ze względu na moment i napięcie doszło do konfrontacji, próby przemocy i reakcji na wyzywający gest Puntera w stronę Llulla po faulu kapitana, ale nigdy do próby rozwiązania problemu za pomocą ciosów, uderzeń i innych sztuk walki, które ze sztuką walki miały niewiele wspólnego. To coś, co zabolało i co będzie miało logiczne konsekwencje.
Real Madryt ma wewnętrzny kodeks postępowania zarówno w piłce nożnej jak i w koszykówce i zawsze jest on stosowany w takich sytuacjach jak ta czy jak ta, która miała miejsce z Valverde. W tym przypadku poczekają na sankcje Euroligi zanim podejmą jakiekolwiek decyzje. Klub będzie bronił swoich interesów w konkretnych sytuacjach, ale będą nieprzejednani wobec brutalnej i nieproporcjonalnej postawy niektórych.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się