Na wszystko kiedyś przychodzi odpowiedni moment, nawet na powrót Edena Hazarda na Bernabéu. 32-latek czekać na to musiał aż sześć miesięcy i 20 dni, czyli 203 dni. W tym okresie jego szczytowym osiągnięciem było udanie się na rozgrzewkę. Belg zupełnie zniknął na ten czas z horyzontu i nikt nawet już za bardzo nie próbował go odnaleźć. Aż do niedzieli. Przy stanie 4:0 i w perspektywie środowego Klasyku Carlo Ancelotti dał atakującemu 26 minut. Z początku był niewidoczny i prawie nie otrzymywał piłki. Pod koniec jednak się pojawił, znalazł lukę w defensywie rywali i zaliczył asystę przy zamykającym wynik starcia golu Lucasa.
Poprzednio Hazard zagrał przed własną publicznością 11 września zeszłego roku, gdy po świetnym występie w Glasgow trener dał mu szansę od początku z Mallorcą. Mimo zwycięstwa 4:1 Eden kompletnie zawiódł w roli fałszywej dziewiątki. Dopiero wejście Rodrygo ożywiło spotkanie. Belg natomiast zmarnował swoją szansę i zniknął z radaru aż do starcia z Valladolidem. Od wspomnianej daty
były gracz Chelsea pojawiał się na boisku łącznie trzy razy: z Szachtarem w Warszawie, Lipskiem i Cacereño. Od ostatniego spotkania Hazarda minęły więc bez mała trzy miesiące.
Bernabéu w niedzielne popołudnie postanowiło wygwizdać Edena. Po ostatnim gwizdku w jego obronie stanęli jednak trener i koledzy z zespołu. „Słyszałem gwizdy. Eden jednak trenował dobrze w trakcie przerwy na reprezentacje. Jeśli będzie trenował tak dalej, może otrzymać kolejne szanse”, stwierdził Carlo. „Jest dla nas ważny”, stwierdził natomiast Alaba. „Bardzo się cieszę z jego powodu! Zaliczył wspaniałą asystę”, to z kolei słowa Lucasa. Kibice tak wyrozumiali już jednak nie byli. Kontrakt Hazarda obowiązuje jeszcze przez rok, a zawodnik chce go wypełnić bez względu na okoliczności.
Komentarze (52)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się