Real Madryt od dłuższego czasu miał problemy z głębiej broniącymi zespołami. O ile trudno zarzucić Królewskim złą grę w obronie czy stagnację w środku pola, o tyle w ofensywie brakowało ostatnio iskry. Receptą na to miało być wyjście od pierwszych minut z Rodrygo, a także utrzymanie w pierwszym składzie Fede Valverde.
Brazylijczyk spisywał się nieźle, dobrze rozumiał się z Benzemą, ale i jemu, i wszystkim pozostałym, brakowało finalizacji. Bramkarz Betisu w pierwszej połowie nie musiał ani razu interweniować, a w drugiej impotencja trwała dalej. Było kilka pojedynczych akcji, ale w żadnym momencie nie dało się stwierdzić, że Real wykorzystuje swój dobry moment. Nie potrafił zamknąć rywala i naciskać tak, jak w najlepszych swoich momentach.
Nie popisał się też sam Ancelotti. Niby pierwsze trzy zmiany przeprowadził dość szybko, ale tak naprawdę zmieniło się niewiele. Real w dalszym ciągu liczył raczej na błędy obrońców Betisu niż na to, że sam – poza indywidualnymi akcjami – coś z tym zrobi.
Liga odjeżdżała, odjeżdżała i w końcu odjechała. Dziewięć punktów różnicy nie jest tu najważniejsze. Ważniejsze jest to, że Real gra jednowymiarowo, a rywale coraz lepiej wiedzą, jak go zatrzymać.
Real Betis – Real Madryt 0:0
Betis: Bravo; Sabaly, Pezzela, Luiz Felipe, Miranda (87' Abner); William (80' Guardado), Guido; Ruibal (87' Joaquín), Rodri, Ayoze (71' Luiz Henrique); Iglesias (71' Willian José)
Real Madryt: Courtois; Lucas (59' Carvajal), Militão, Rüdiger, Camavinga (63' Nacho); Tchouaméni (63' Ceballos), Kroos (87' Álvaro), Valverde; Rodrygo, Vinícius, Benzema
Komentarze (946)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się