Narodziła się nowa gwiazda. W debacie dotyczącej Realu Madryt od lat porusza się wątek potrzeby sprowadzenia środkowego napastnika. Sytuacja zmienia się jednak, kiedy kogoś takiego ma się u siebie w domu. Chodzi tutaj rzecz jasna o Álvaro Rodrígueza, znanego pod pseudonimem El Toro, jedną z najjaśniejszych perełek La Fábriki rekomendowaną przez samego Raúla. To on odkrył talent Urugwajczyka („Był skrzydłowym w Juvenilu C, pewnego dnia oglądałem mecz tej drużyny, dostał dośrodkowanie i wykończył tak, że dawno nikt nie widział czegoś takiego”, mówił opiekun Castilli), a ten idzie w ślady swojego trenera. Los jest kapryśny jak mało kto, a historia lubi się powtarzać, w związku z tym obie zgodnie postanowiły, że jego pierwsze kroki w pierwszym zespole będą praktycznie identyczne jak te stawiane przez madrycką legendę. Mianowicie – asysta w pierwszym spotkaniu w La Lidze i debiutancki gol w derbach Madrytu. Dokładnie tak samo jak Raúl González Blanco pamiętnej jesieni 1994 roku. Czyli już prawie trzydzieści lat temu.
Bo tak właśnie rozpoczął się mit El Siete. Zadebiutował w barwach Realu Madryt na La Romaredzie, mając zaledwie 17 lat i już z tym historycznym numerem na plecach. Miało to miejsce 29 października 1994 roku (w 9. kolejce sezonu 1994/95) przy okazji wyjazdowego starcia z Realem Saragossa. Młodziutki Raúl wyszedł w tamtym meczu w podstawowym składzie i nominalnie został ustawiony na pozycji środkowego pomocnika (w rzeczywistości grał bardziej jako drugi napastnik, nieco bardziej wysunięty niż współcześnie pojmowany środkowy pomocnik). Królewscy przegrywali, ale Raúl w porę zanotował asystę przy kontaktowym trafieniu Ivána Zamorano. W tamtym momencie gospodarze prowadzili już tylko 2:1. Ostatecznie potyczka i tak zakończyła się porażką przyjezdnych z Madrytu (2:3). Tydzień później nastolatek rozegrał spektakularne derby na Santiago Bernabéu, gdzie w ciągu 60-minutowego występu zdobył swoją premierową bramkę i zanotował dwie asysty. Świątynia Los Blancos oszalała na punkcie swojego nowego skarbu.
W minioną sobotę dzięki Álvaro Rodríguezowi madridistas mogli przeżyć swoiste déjà vu. W białej koszulce El Toro zadebiutował już w pucharowej rywalizacji z Cacereño, ale na swój ligowy debiut musiał trochę poczekać. Doszło do tego w Pampelunie, gdy Carlo Ancelotti posłał go do boju na kilka minut, pokazując tym samym, że dla niego młody snajper już teraz znajduje się wyżej w hierarchii aniżeli Mariano czy Hazard. Tego, co stało się później, oczywiście prawie nikt się nie spodziewał. Álvaro raptem w pięć minut zapisał przy swoim nazwisku dwie asysty (uznana została tylko jedna, bo jeden z goli został anulowany z powodu spalonego). Wobec nieobecności kontuzjowanego Rodrygo Ancelotti w bardzo prosty sposób znalazł zastępstwo dla Brazylijczyka w kadrze meczowej na derby. Przy wyniku 0:0 i utrzymującym się impasie wprowadzony na boisko w 77. minucie Urugwajczyk w najlepszy możliwy sposób wykorzystał swoją przewagę fizyczną (193 cm wzrostu). Skończyło się na tym, że żółtodziób okazał się kluczowy. Po dośrodkowaniu Luki Modricia z rzutu rożnego zdobył głową wyrównującą bramkę, która uratowała jeden punkt i pozwoliła uniknąć porażki w pojedynku, który jest czymś znacznie więcej niż pojedynczym meczem piłki nożnej.
Carletto po tym wyczynie Rodrígueza piał z zachwytu na konferencji prasowej i potwierdził to, co było przedmiotem dyskusji oraz swoistą tajemnicą poliszynela w ostatnim czasie – 18-latek będzie częścią pierwszej drużyny Realu Madryt w sezonie 2023/24. „W przyszłym sezonie Álvaro będzie w kadrze pierwszej drużyny. Niewielu ma taką jakość jak on. Jest bardzo wysoki, świetnie operuje piłką, jest potężny przy grze głową… Zamysł jest taki, by mieć go w pierwszym zespole. Na tym ostatnim etapie sezonu przeanalizujemy, czy potrzebujemy go my, a myślę, że tak, czy Castilla, czy obie drużyny. Obgadamy to z Raúlem”, wyznał włoski szkoleniowiec. Ancelotti jednocześnie podkreślił, że canterano powinien wycisnąć maksimum z każdej minuty spędzonej na murawie w trykocie pierwszego zespołu, o czym mówił już po meczu na El Sadar. Bo to złota szansa dla rosłego napastnika, a dobra postawa może zostać nagrodzona.
Tak więc Álvaro nie jest już tylko przyszłością, ale również teraźniejszością. Przy oczekiwaniu na to, co przyniesie wspomniana rozmowa Ancelottiego z Raúlem, wszystko wskazuje na to, że będzie można oglądać go w seniorach regularnie już w bieżącej kampanii. Stan fizyczny Benzemy wciąż nie jest optymalny, więc można spodziewać się, że Carletto będzie najbardziej liczył na swojego kapitana podczas tych najważniejszych wieczorów (w Pucharze Króla i Lidze Mistrzów), pozostawiając El Toro okazję do gry w niektórych meczach ligowych.
Oznacza to, że w praktyce od poniedziałku jest on zawodnikiem pierwszego zespołu. Dlaczego? Ponieważ plan zakłada, że do dynamiki treningowej Castilli będzie wracał tylko w pewnych momentach. Po to, żeby – jeśli będzie to możliwe – wystąpić w pojedynczym spotkaniu (tak jak w poprzednim tygodniu, gdy kilka godzin po konfrontacji z Osasuną zagrał przeciwko Linares) lub wziąć udział w potencjalnych barażach o awans do Segunda División. Urugwajczyk krok po kroku zdobywa swoje miejsce w pierwszej drużynie i kolejnym, milowym krokiem byłoby dla niego stanie się piłkarzem wyjściowej jedenastki. Na chwilę obecną musi mu wystarczyć to, że wygrał rywalizację z Ikerem Bravo, graczem sprowadzonym do Castilli minionego lata (na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu). Tak czy inaczej, Álvaro Rodríguez już jest tam, gdzie zawsze chciał być. W miejscu, o którym marzył. U bram bycia „dziewiątką” Realu Madryt.
Komentarze (47)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się