Zapracować na miano nietykalnej postaci w wyjściowej jedenastce Realu Madryt nie jest łatwo. W obecnej sytuacji takich piłkarzy można policzyć na palcach jednej ręki: Courtois, Benzema, Alaba, Militão czy Vinícius stanowią szkilet zespołu, do którego Carlo Ancelotti wraca z zamkniętymi oczami, kiedy tylko ma ich do swojej dyspozycji. Carvajal, Mendy, Valverde, Modrić i Kroos to również zawodnicy pierwszego garnituru, ale ze znacznie mniej stabilną pozycją. Tym bardziej, gdy do głosu zaczynają dochodzić gracze pokroju Camavingi.
Francuski piłkarz zyskał zaufanie Carlo Ancelottiego, który wysłał go na głęboką i nieznaną wodę, czym był zabieg przedefiniowania jego roli ze środkowego pomocnika na lewego obrońcę. 20-latek skorzystał na nieobecności swoich rodaków: Tchouaméniego i Mendy'ego, zajmując miejsce tego drugiego i dźwigając ciężar odpowiedzialności w dotychczas najbardziej newralgicznym momencie sezonu dla Los Blancos. Pół żartem, pół serio Camavinga zagrał poniekąd przeciw sobie. Świetne spotkania w formacji obronnej, przy stabilizującej się sytuacji zespołu w środku pola, nie dają szans na przebicie się argumentów za jego występami w centralnej strefie, gdzie sam widzi swoją przyszłość. – Wolę grać w środku pola czy na lewej obronie? Oczywiście, że wolę grać jako defensywny pomocnik. Wolę to niż lewą obronę, ale grałem tam, by pomóc drużynie. Teraz jednak z powrotem gram w środku pola i jestem zadowolony – powiedział po końcowym gwizdku meczu z Elche.
Sprawa jest jednak ciągle otwarta, a najbliższe tygodnie powinny przynieść nam odpowiedź, czy Carletto zatrzyma go wyjściowej jedenastce. Drogi są dwie: albo wygra rywalizację z Tchouaménim i umocni pozycję w środku, albo będzie kontynuował występy na lewej obronie. Wszystko zależy od wizji Ancelottiego odnośnie do roli Alaby, który docelowo miał tworzyć duet stoperów z Militão.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się