Intensywność w ostatnich tygodniach była coraz większa i zwłaszcza dziś można było odczuć to podwójnie. Dopiero co Real Madryt został klubowym mistrzem świata, ale już musiał – właśnie przez udział w marokańskim turnieju – nadrabiać zaległości. Carlo Ancelotti zdecydował się na mimo wszystko spore rotacje, ponieważ poza tym, że z różnych powodów na boisku nie zobaczyliśmy Viníciusa i Kroosa, zdecydował się na pozostawienie na ławce Modricia czy Tchouaméniego.
Strzelenie gola w pierwszej dogodnej sytuacji jest w przypadku Królewskich rzadkością. Dziś widzieliśmy, jak łatwy może wydawać się mecz, gdy już w pierwszych dziesięciu minutach faworyt robi to, co do niego należy. Duża w tym zasługa Asensio, który świetnie wykorzystał miejsce zostawione mu przez obrońców ligowego autsajdera.
Później była pełna dominacja, dwa rzuty karne i golazo Luki Modricia. Ostatecznie z tym spotkaniem nie będzie wiązać się żadna większa historia. Faworyt po prostu zrobił swoje. Cieszy to, że przy okazji kilku piłkarzy mogło odpocząć.
Minusów na pierwszy rzut oka nie widać. Oczywiście Arribas mógł wejść wcześniej, ale krytyka sztabu szkoleniowego po tym spotkaniu byłaby raczej po prostu nie na miejscu. Królewscy spisali się dokładnie tak, jak mogliśmy oczekiwać. A wynik mógł być przecież jeszcze wyższy.
Real Madryt – Elche CF 4:0 (3:0)
1:0 Asensio 8' (asysta: Carvajal)
2:0 Benzema 31' (rzut karny)
3:0 Benzema 45'+1' (rzut karny)
4:0 Modrić 80' (asysta: Camavinga)
Real Madryt: Łunin; Carvajal (68' Odriozola), Militão, Nacho, Alaba; Camavinga, Ceballos (68' Modrić), Valverde (68' Tchouaméni); Asensio (81' Arribas), Rodrygo, Benzema (78' Mariano)
Elche: Badía; Roco (57' Verdú), D. González (73' Lirola), Magallán; Carmona, Gumbau, Raúl Guti (58' Cheikh), Clerc; Ponce, Fidel (58' Morente), Nteka (66' Boyé)
Komentarze (324)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się