7 lutego 1960 roku był dniem nie tylko najbardziej okazałej wygranej w Primera División. Pepillo dokonał wówczas sztuki, która wcześniej udała się tylko Aldayowi i Muñozowi, a później Puskásowi, Morientesowi i Cristiano. Mowa o zdobyciu pięciu bramek w pojedynczym ligowym starciu. – Pewnie, że jestem zadowolony. Nie chcę, by zabrzmiało to pretensjonalnie, ale uważam mimo wszystko, że mogę spisywać się lepiej. Już wcześniej w barwach Melilli udawało mi się strzelić pięć goli w jednym meczu – mówił po ostatnim gwizdku główny aktor widowiska. Dwa lata później Puskás powtórzył wyczyn Pepillo, a rywalem było – zgadliście – Elche. Real zwyciężył wtedy 8:0.
Historia José Garcíi Castro, bo tak nazywał się naprawdę Pepillo, warta jest jednak nieco większej uwagi. Na świat przyszedł on 10 czerwca 1933 roku w Melilli. Był synem znanego w mieście farmaceuty. Jego talent piłkarski szybko wypłynął na powierzchnię. W wieku 16 lat pozyskało go Tesorillo, skąd trafił z San Lorenzo. Jego pensja przez pięć kolejnych pięć lat wynosiła 1200 peset. Jego dryblingi i zmysł strzelecki zwróciły uwagę znanych marek, jak Sevilla i Atlético. Zwłaszcza ci drudzy robili wszystko, by sprowadzić go do siebie, ale koniec końców bezskutecznie.
Działaczy Los Rojiblancos w pewien sposób pocieszać mogło to, że początki Pepillo w Sevilli nie należały do owocnych. Szybko jednak udało mu się odwrócić niekorzystną kartę. Gra José podbiła serca kibiców klubu ze stolicy Andaluzji i nie tylko. W połowie listopada 1955 roku, gdy wraz ze swoim współlokatorem zeszli na śniadanie w zamieszkiwanym przez siebie pensjonacie, pracująca tam pani Poli przekazała im, że ma dla nich wiadomość. Dzwonił pan Eizaguirre, który nakazał im się stawić w Madrycie na treningu kadry B Hiszpanii. 27 dnia tego samego miesiąca Pepillo zadebiutował na Bernabéu w wygranym 5:1 meczu z Turcją.
Cztery lata później, latem 1959 roku, atakujący spędzał urlop w Punta Umbría. W ostatnim meczu sezonu reprezentacja B po golach Peiró i jego pokonała znów Turcję w ramach III edycji Pucharu Państw Śródziemnomorskich. Na zapleczu pierwszej reprezentacji zagrał potem jeszcze kilka razy. W przyszłości otrzymał kilkukrotnie powołanie do pierwszej kadry, ale nigdy w niej nie zadebiutował.
Wypoczynek w Punta Umbría 21 czerwca zakłócili piłkarzowi działacze Sevilli. Dyrekcja zaprosiła go na pilne zebranie, w trakcie którego poruszona została kwestia domknięcia transferu do Realu Madryt. Mówiło się, że Pepillo jest blisko Barcelony i Espanyolu, ale tak naprawdę Królewscy przez cały czas mieli sporą przewagę w tym wyścigu. Po otrzymaniu zgody od trenera przenosiny do stolicy stały się faktem. W ramach transakcji w drugą stronę powędrowali Segurola i Pereda. Do tego na konto Andaluzyjczyków powędrowała spora suma pieniędzy, prasa zdołała jedynie poinformować, że podobno sześciocyfrowa. Kontrakt podpisano na 5 lat, a jego łączna wartość wynosiła 300 tysięcy peset plus 12,5 tysiąca z racji na posiadanie małżonki. Dwa dni później napastnik był już w Madrycie, gdzie popisał umowę w znajdującej się wówczas przy ulicy Valenzuela siedzibie klubu. Po drodze minął się jeszcze z Kopą, który akurat odchodził z Realu.
Pepillo mógł zdobyć swoje pięć goli z Elche w znacznej mierze dzięki temu, że w spotkaniu nie mógł wystąpić kontuzjowany Di Stéfano. Jakość, jaką prezentował, spotkała się jednak z docenieniem. Niedługo potem José wygrał rywalizację o pierwszy plac z Didim, Mateosem i Rialem. To właśnie Pepilo był też graczem, który zdobył otwierającą bramkę w pierwszej europejskiej remontadzie Realu Madryt. Po porażce 2:3 z Niceą, w rewanżu padł wynik 4:0.
Kiedy do klubu zawitał Del Sol, miejsca dla Pepillo już mimo wszystko zabrakło. Do Madrytu zawitał legendarny prezes River, Antonio Liverti, który doszedł do porozumienia w sprawie wypożyczenia. Próba pozyskania zawodnika na stałe jednak się nie powiodła. Tak oto Pepillo wrócił do Hiszpanii, gdzie reprezentował jeszcze barwy Mallorki i Málagi. Karierę zakończył w wieku 32 lat.
Pepillo zmarł w maju 2003 roku. Zdobył z Realem Madryt dwa mistrzostwa, Puchar Europy, pierwszy Puchar Interkontynentalny i Puchar Króla.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się