We wczorajszym meczu z Al-Ahly Real Madryt nie miał na boisku klasycznego środkowego napastnika, który mógłby dopadać do bezpańskich piłek w polu karnym rywala. Jednak w drugiej połowie jednorazowo rolę tę wziął na siebie Fede Valverde, który po strzale Rodrygo przejął futbolówkę odbitą przez Mohameda El-Shenawy'ego i pewnym wykończeniem podwyższył prowadzenie Królewskich na 2:0. Było to jednocześnie dziewiąte trafienie urugwajskiego pomocnika w obecnym sezonie.
W tym momencie Valverde brakuje już tylko jednego trafienia, aby wygrać zakład z Carlo Ancelottim, który przed rozpoczęciem rozgrywek postawił swojemu zawodnikowi cel w postaci zdobycia przynajmniej dziesięciu bramek. Aby jeszcze bardziej wyzwolić w Urugwajczyku instynkt strzelecki, włoski szkoleniowiec postanowił na stałe przenieść go ze środka pola na prawe skrzydło, z którego dużo łatwiej jest mu skutecznie docierać pod pole karne rywala.
I jeśli poprzedni sezon przyniósł ze sobą namiastkę drzemiącego w Valverde potencjału, to ten obecny jest już ostatecznym tego potwierdzeniem. Z sześcioma bramkami w La Lidze, dwoma w Lidze Mistrzów i jedną na Klubowych Mistrzostwach Świata urugwajski pomocnik jest obecnie czwartym najlepszym strzelcem Realu Madryt. Przed nim w klasyfikacji są tylko Rodrygo, Karim Benzema i Vinícius.
Nie da się przy tym ukryć, że bramka z Al-Ahly przychodzi dla Valverde w dosyć delikatnym momencie i po dłuższej posusze strzeleckiej. I to mimo faktu, że nie tak dawno niewiele wskazywało na jakikolwiek spadek formy. „Myślę, że powinienem podwyższyć jego cel na piętnaście bramek”, mówił nawet Ancelotti na konferencji prasowej po meczu z Celtikiem na Santiago Bernabéu. Kolejne tygodnie przyniosły jednak ze sobą diametralną przemianę w postawie Urugwajczyka, który teraz w końcu zaczyna leczyć rany.
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się