Menu
Cypherq

Królewscy gromią!

Czyli 5:1 z Dynamem Kijów

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Po klęsce w spotkaniu z Olympiquem Lyon, Królewscy po prostu musieli wygrać mecz z Dynamem Kijów. Musieli wygrać i to zdecydowanie – zespół, który przegrał ze Steuą Bukareszt 4:1 trzeba pokonać po grze odważnej, różnicą kilku bramek. Innego wyjścia nie było, Dynamo trzeba było rozgromić. W stosunku do ostatniego ligowego spotkania z Betisem, wśród podopiecznych Fabio Capello zabrakło Cicinho oraz Cassano. Kontuzjowanego Brazylijczyka zastąpił Mejia, zamiast Włocha, na skrzydle zagrał Raul. Ten ostatni, skreślony ostatnio nawet przez trenera kadry, miał okazję wreszcie się odblokować i strzelić kolejne gole w Lidze Mistrzów. Musiał jednak „ustąpić" van Nistelrooyowi, który zaraz po narodzinach dziecka wrócił na zgrupowanie.

Królewscy – wnioskując z przedmeczowych wypowiedzi – mieli zamiar podejść do spotkania z Dynamem z szacunkiem, mieli zamiar bo do ataku na bramkę rywala rzucili się już w pierwszej minucie. Prostopadłym podaniem chciał uruchomić Raula, Guti. Chwilę później groźnie uderzał Diarra. Mijała 5 minuta spotkania, a Królewscy nacierali, rozgrywali piłkę z wielką ochotą. Widać było, ze będzie to świetne spotkanie w wykonaniu piłkarzy Realu Madryt. Minuty mijały, podopieczni Capello atakowali na wszelkie możliwe sposoby, Dynamo starało się jedynie kontrować. Wychodziło im to dosyć niemrawo, jednak w 8 minucie zdołali zagrozić bramce Casillasa. Po nieco przypadkowej akcji, w sytuacji sam na sam znalazł się Miłewskyj, na posterunku był jednak czujny Casillas. W 14 minucie, w swoim stylu uderzał Carlos. Huknął z 25 metrów, piłka jednak minimalnie minęła słupek bramki Szowkowskyja. Trzeba dodać, że brazylijski obrońca w ostatnich meczach częściej próbował uderzać w ten sposób. Może w następnym spotkaniu doczekamy się bramki Roberto Carlosa? Aktywny Reyes, który chyba zdążył już zapomnieć o drużynie Arsenalu, znów szalał na prawej flance. W 20 minucie, jego rajd Ukraińcy zdołali powstrzymać dopiero faulem. Do piłki podszedł Ramos, który… powinien jednak wykańczać dośrodkowania niż dośrodkowywać. Chwilę później przewaga Królewskich w tym spotkaniu przełożyła się na wynik bramkowy. Duża w tym zasługa ukraińskiego bramkarza, który po płaskim i niezbyt udanym dośrodkowaniu Roberto Carlosa, wypuścił z rąk piłkę, która znalazła 2 metry przed bramką van Nistelrooya. Ten po prostu zapakował ją do siatki. 1:0, ale to nie wszystko. Następne bramki wisiały w powietrzu. Najpierw, w 22 minucie, z wolnego dośrodkowywał Reyes. Z dośrodkowaniem minimalnie rozminął się Ramos. Chwilę później Dynamo Kijów próbowało szybko odrobić straty. Ich ataki zatrzymały się na grającym świetne zawody Mejii. Trzeba było szybko pozbawić Ukraińców złudzeń. Tak zrobił Reyes, który w 26 minucie dośrodkowywał z rzutu wolnego z prawej strony boiska. Świetna, ostro bita na długi słupek piłka trafiła na głowę Raula, a następnie wpadła do bramki obok bezradnego Szowkowskyja. Od tego momentu Królewscy wyraźnie rozluźnieni, zaczęli nieco oddawać inicjatywę. Dynamo, atakami ze skrzydła, próbowało strzelić kontaktowego gola, Nadal jednak świetnie grała nasza dwójka środkowych obrońców, czyli duet Ramos – Cannavaro. Jeżeli zabrakło nawet tej dwójki, wyniku pilnował Casillas. Kijowianie chcieli strzelić gola do szatni – Blancos chcieli ostatecznie pozbawić Ukraińców złudzeń. Miał na to szansę bardzo aktywny Raul, który w 44 minucie, po odbiorze piłki, zdecydował się na szybkie rozegranie piłki z Roberto Carlosem. Efektem dwójkowej akcji był strzał kapitana, niestety niecelny. Jednak w doliczonym czasie gry, swoją wspaniałą grę w pierwszej połowie udokumentował Jose Antonio Reyes. Młodego Hiszpana odnalazł Mahamadou Diarra, który niespodziewanie, zamiast dośrodkowywać piłkę, podał ją na 16 metr, gdzie z trudnej pozycji uderzył Reyes. Trafił tuż przy słupku. Real Madryt – Dynamo Kijów – 3:0.

Do tej pory Królewscy sprawiali wrażenie, jakby mieli w zanadrzu jakiś zapas, a jedynie oszczędzali siły na inne spotkania. Grali z chęcią, pomysłem. Pilnowali szyków obronnych. Z obowiązków środkowego obrońcy świetnie wywiązywał się Sergio Ramos, świetnie współpracujący z Cannavaro. Wreszcie odblokował się Raul. To było jednak za mało. W powietrzu wisiał pogrom kijowskiej drużyny.

Niestety, na drugą połowę Real Madryt wyszedł już bez kontuzjowanego Reyesa, którego zastąpił Beckham. Anglik nie zdążył jeszcze dotknąć piłki, a już wynik uległ zmianie. Po strzale Szackicha, futbolówkę dobijał Miłewskyj. Zaspała nasza obrona, która myślami była jeszcze w szatni. Zdenerwowany Capello, pomimo dwubramkowego prowadzenia, poderwał zespół do walki raz jeszcze. Jednak, chociaż tempo gry zwiększyło się, a akcji przybywało, klarownych sytuacji było co raz mniej. Z minuty na minutę, coraz bardziej widoczne było zmęczenie piłkarzy obu drużyn. Dynamo starało się atakować, jednak najczęściej jego ataki ograniczały się do strzałów z dystansu. Tak jak w 55 minucie, gdy strzelać probował Szackich. Minutę wcześniej strzał Gusieva zablokował Mejia. Dynamo rozpędzało się, Real jednak nie miał zamiaru oddać inicjatywy, a tym bardziej – stracić następnej bramki. Brak pomysłów Królewskich na rozpracowanie agresywnej obrony Dynama zastąpiła głupota Gavrancicia, który w 60 minucie zamiast podawać do bramkarza, ledwo dotknął piłkę. do bezpańskiej futbolówki natychmiast dobiegł aktywny Raul, następnie spokojnie zwiódł Szowkowskyja i umieścił piłkę w siatce. Pomimo tragicznej sytuacji, Dynamo nadal walczyło, bardzo ambitnie grało w ataku, zostawiało jednak luki na tyłach, co dało o sobie znać w 68 minucie. Wtedy Ruud van Nistelrooy wreszcie doczekał się prostopadłego podania, wbiegł pomiędzy obrońców, nabrał na zwód bramkarza, który jednak nie dał za wygraną i powalił holendra na murawę. Ten wstał, otrzepał się. Poczekał aż na boisko wejdzie Ołeksandr Rybka, gdyż Szowkowskyj oczywiście otrzymał czerwoną kartkę. Po czym strzelił pewnie w lewy róg bramki Rybki i pogrom stał się faktem. Real Madryt prowadził na Bernabeu 5:1. Do końca spotkania zostało w tym momencie nieco ponad kwadrans, a Rybka i tak musiał dokonywać cudów, by kolejne gole dla Królewskich nie stały się faktem. Cudem na pewno można nazwać obronę strzału Emersona, któremu piłkę piętą na 15. metrze podawał Guti. Po tym zdarzeniu nastąpiła cała seria dośrodkowań, zablokowanych niecelnych lub też wybijanych na rzut rożny. Taka sytuacja na boisku powodowała roztargnienie, które przytrafiło się ponownie naszym obrońcom. Szarżę Miłewskyja, zatrzymał Casillas, zrobił to jednak na tyle nieudolnie, że Ukrainiec i tak utrzymał się przy piłce, dodatkowo miał przed sobą pustą bramkę i kolegę z drużyny. Rozpaczliwa obrona Cannavaro i Ramosa, a także wślizg Casillasa sprawiły, że Mychałyk mógł sobie później zadawać pytanie „Jakim cudem tego nie strzeliłem?". Gdy w na boisku pojawił się Ronaldo a następnie Robinho, było jasne, że wynik może być tylko korzystniejszy. Mogło tak być, jednak fantastyczną główkę Ramosa w efektowny sposób obronił ambitny Rybka. Można było tylko rwać włosy z głowy. W doliczonym czasie gry w ataku zabłysnął… Mejía, którego popisy techniczne Robinho wyraźnie rozochociły. Nasz stoper minął dwóch obrońców, a jego szarża została zatrzymana w sposób nieprzepisowy na linii pola karnego. Sędzia wolał jednak odgwizdać koniec spotkania i tak pierwsze zwycięstwo w tej edycji Ligi Mistrzów, stało się dla Realu Madryt faktem.

Zwycięstwo, ale jakie. 28 strzałów. 15 celnych. Mnóstwo akcji skrzydłem, mnóstwo odbiorów, aktywność w grze. Zarzuca się Capello, że Królewscy za jego kadencji zaczynają grac brzydką i defensywną piłkę. Jednak na dzień dzisiejszy, po sześciu spotkaniach, Blancos mają na koncie 12 bramek, czyli wcale nie tak mało. W dodatku po raz kolejny pewnie i ambitnie zagrała obrona, wreszcie odblokował się Raúl, który stracił miejsce nawet w kadrze Hiszpanii. Po raz kolejny nie zawiódł Ruud van Nistelrooy, tylko kontuzja przeszkodziła w rozegraniu genialnego spotkania Reyesowi. Czego chcieć więcej? Tego, żeby taki mecz jak dzisiejszy, powtórzył się jak najszybciej. Najlepiej w nadchodzących Gran Derby.

Składy:
REAL MADRYT: Casillas; Mejía, Cannavaro, Sergio Ramos, Roberto Carlos; Guti, Emerson, Diarra, Reyes (Beckham, 45’); Raúl (Robinho, 84’), Van Nistelrooy (Ronaldo, 71’).
DYNAMO KIJÓW: Szowkowskyj; Husiew, Sabljic, Gavrancić, Nesmacznyj; Diogo Rincón (Ałyjew, 81’), Corręa (Rybka, 69’), Yussuf, Białkiewicz; Miłewskyj, Szackich

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!