Trudno było poczuć atmosferę piłkarskiego święta, choć mowa była przecież o Klasyku. O finale, który może być doskonałą odskocznią, boostem na dalszą część sezonu. O tym mówili przecież piłkarze i trenerzy. Mogło się wydawać, że o ile trofeum do najistotniejszych nie należy, o pewnych sprawach nie trzeba będzie pisać.
Ale ten mecz niestety się wydarzył. Real był upokarzany przez Barcelonę, pierwsze skrzypce grał Gavi (gol i dwie asysty), Robert Lewandowski zdobył bramkę i zaliczył decydujące podanie przy pierwszym trafieniu. Królewscy ani nie atakowali, ani nie bronili. To nawet nie przypominało gry w piłkę nożną.
Poza futbolem nie było też większej chęci walki i dynamiki. Zabrakło pomysłu na grę, uspokojenia, momentów, w których można było zdominować rywala. Ostatecznie zabrakło też indywidualnych przebłysków. Vinícius i Benzema zawiedli, ale indywidualne „wyróżnienia” trzeba by rozdać właściwie wszystkim.
To bardzo bolesna porażka, ponieważ jest zasłużona. Barcelona wszystko robiła lepiej i znów nas wykiwała. Nie ma co płakać nad końcem sezonu czy nad zajechaną kadrą. Real jest w grze o 4 trofea i jasne jest to, że nie sięgnie po ani jedno, jeśli się nie poprawi. Kwestię fizyczności zostawiamy Antonio Pintusowi z pytaniem: Czy na pewno tak to miało wyglądać?
Real Madryt – FC Barcelona 1:3 (0:2)
0:1 Gavi 33' (asysta: Lewandowski)
0:2 Lewandowski 45' (asysta: Gavi)
0:3 Pedri 69' (asysta: Gavi)
1:3 Benzema 90'+3'
Real Madryt: Courtois; Carvajal (72' Nacho), Militão, Rüdiger, Mendy; Kroos (72' Asensio), Modrić (65' Ceballos), Camavinga (46' Rodrygo), Valverde; Vinícius, Benzema.
FC Barcelona: Ter Stegen; Araújo (86' García), Koundé, Christensen, Balde; Busquets, De Jong (86' Kessié), Gavi (90' Fati), Pedri (90' Roberto); Dembélé (78' Raphinha), Lewandowski.
Komentarze (978)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się