Trzy i pół roku temu Eden Hazard był niczym huragan. W finale Ligi Europy w Baku wkręcał obrońców Arsenalu w ziemię tak, że nawet śrubokręt marki Milwaukee miał problemy z usunięciem ich z murawy. Wspaniały występ okrasił zaś dwiema bramkami. W miniony wtorek w Cáceres Belg nie był natomiast w stanie w najmniejszym stopniu zaniepokoić defensorów półamatorskiej drużyny, której bramkarz w momencie wspomnianego finału grywał w Alhaurino, biorącym udział w zmaganiach nieistniejącej już IX grupy Tercera División. O triple zero strzałów, dryblingów i sprowokowanych fauli z litości nie ma co wspominać. Właśnie tak wygląda nowa rzeczywistość najdroższego piłkarza w historii Królewskich.
O sytuacji Hazarda tak naprawdę nie da się napisać już nic nowego. Na oko miała się ona odwrócić 1362 razy, ale – cóż za zaskoczenie – nie odwróciła się ani razu. Mecz z Celtikiem w Glasgow niektórym dawał jeszcze nadzieję, ale okazał się on jedynie niemrawym i szybko urwanym syrenim śpiewem. Swego czasu to Eden niejednokrotnie swoim stylem prowadzenia się wydawał się odrzucać futbol. Dziś, gdy nic mu nie dolega, a do jego pracy nie można mieć większych zastrzeżeń, to futbol odrzuca jego.
W hiszpańskich mediach, jak to w hiszpańskich mediach pewnie co najmniej jeszcze kilka razy przeczytamy o rychłym odrodzeniu atakującego, choć pewnie sami dziennikarze podobne teksty popełniać będą już bardziej ze zwykłego przyzwyczajenia niż faktycznego przekonania. Jeśli ktoś jeszcze wierzy w osobiste ostatnie 5 minut meczu z City Hazarda, ma do tego prawo. My już jednak nie wierzymy.
Tak czy inaczej, Eden mimo wszystko ma w sobie coś, co sprawia, że naprawdę da się go lubić. Choć nie gra, nigdy nie strzelał fochów, nie okazywał frustracji, nie decydował się na dwuznaczne zachowania. Wręcz przeciwnie – jest lubiany w szatni i zawsze był blisko drużyny oraz cieszył się z sukcesów kolegów, nawet jeśli w praktyce nie miał w nie wkładu. Wiadomo, że Real nie zapłacił za niego takiej fortuny, by mieć w kadrze gościa od atmosfery, jednak zwłaszcza w tym szczerym wywiadzie po prostu czuć, że i jego to wszystko dotyka i że nie jest człowiekiem pozbawionym pokory.
Nieraz sprawdza się powiedzenie, że trzeba uważać, o czym się marzy, bo marzenie to może jeszcze się spełnić. Eden swoje marzenie o transferze do Realu spełnił, ale trafił na wyjątkowo złośliwego dżinna. Takiego, który na życzenie o pokój na świecie odpowie powstaniem na środku oceanu wysepki z wybudowanym pomieszczeniem dwa na dwa metry w stanie surowym. Tak widocznie miało być.
Pomimo jednoznacznej oceny etapu Hazarda w Madrycie życzymy mu, by jeszcze zdołał coś wycisnąć ze zmierzającej powoli ku końcowi karierze i zaprezentował te kilka przebłysków dawnej świetności.
Prosto z serca życzymy ci wszystkiego dobrego!
Komentarze (28)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się