Z perspektywy czasu decyzja Didiera Deschampsa o odesłaniu Benzemy do domu może wydawać się nieco pospieszna. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę to, jak szybko piłkarz dochodził do siebie. Proces leczenia zaplanowano na trzy tygodnie. Zdążyły już one minąć, a Karim teoretycznie mógłby teraz bez przeszkód myśleć o meczu półfinałowym z Marokiem. 34-latek czuł się w pełni dobrze już 29 listopada, gdy selekcjoner ostatecznie potwierdził, że atakujący nie przyleci z powrotem do Kataru.
Gdyby Deschamps wykazał się większą cierpliwością, Benzema mógłby walczyć o tytuł, którego nie mógł zapisać sobie na koncie w 2018 roku. Wówczas afera taśmowa z jego udziałem była jeszcze daleka od rozwiązania. Choć występy Giroud sprawiają, że mało kto zauważa brak gracza Królewskich w kadrze narodowej, to jednak oczywiste wydaje się, że sytuacją można było zarządzić w zupełnie inny sposób.
Jakkolwiek patrzeć, fakty są takie, że mundialowe doświadczenia Karima ograniczają się do mistrzostw w 2014 roku w Brazylii. Wówczas pięciokrotnie wystąpił w podstawowym składzie, a Tricolores odpadli w ćwierćfinale z Niemcami. Rok później wybuchła wspomniana afera z szantażem na Valbuenie, przez co Benzema wyleciał karnie z reprezentacji na kilka ładnych lat. Wrócił dopiero w czerwcu 2021 roku na mistrzostwa Europy.
Od momentu powrotu Benzema zagrał w narodowych barwach 16 spotkań, w których zdobył 10 bramek. Jego obecność w wyjściowej jedenastce na mundialu w Katarze była brana za pewnik. Niefortunny uraz doznany na treningu wszystko jednak wywrócił do góry nogami. Brak cierpliwości sztabu Francuzów pozbawił go natomiast opcji powalczenia o powrót na fazę pucharową. Tak oto Karim stracił kolejny mundial, najprawdopodobniej już swój ostatni.
Komentarze (26)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się