Mający dziś 37 lat defensor swoją przygodę z hiszpańską piłką rozpoczynał w rezerwach Realu Madryt. Szczytowy moment jego kariery przypadł jednak, gdy występował w Atlético, z którym piłkarz mocno identyfikuje się do teraz. Ewentualnego starcia z Królewskimi w trakcie Klubowych Mistrzostw Świata nie postrzega jednak jako okazji do zemsty za finały Champions League w Lizbonie i Mediolanie. – Real Madryt zabrał mi dwie Ligi Mistrzów, ale nie jestem żądny rewanżu. Uważam jedynie, że klubowy mundial byłby bardzo fajną możliwością, by Flamengo kontynuowało tworzenie historii – stwierdził pytany o dziennikarza.
Filipe Luis nie ma szczęścia do finałów. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że ciąży na nim jakaś klątwa. W Lidze Mistrzów dwa razy przegrywał z Realem Madryt, jako piłkarz Flamengo dwa razy z rzędu zaś opuszczał boisko przed czasem z powodu kontuzji odniesionej w pierwszej połowie. Przed rokiem z murawy zszedł w 32. minucie i z wysokości ławki rezerwowych obserwował, jak Deyverson w dogrywce strzela zwycięskiego gola dla Palmeiras. Tym razem Flamengo zdołało zwyciężyć, ale były gracz Los Rojiblancos wytrzymał na placu gry jedynie 20 minut.
Co do samego klubowego mundialu, wciąż nie wiadomo, czy turniej zostanie w ogóle rozegrany. Z racji na odbywające się na przełomie listopada i grudnia mistrzostwa w Katarze rozgrywki cały czas nawet nie zostały jeszcze potwierdzone.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się