Triumf w Klasyku umacnia Real Madryt jako drużynę nie do zatrzymania. Oprócz niepodważalnego liderowania w grupie F w Lidze Mistrzów, w niedzielę wrócił na fotel lidera w La Lidze, tutaj również prezentując wielką solidność bez praktycznie żadnych mankamentów.
Po pokonaniu Barcelony Los Blancos są obecnie jedynym niepokonanym zespołem w rozgrywkach ligowych po dziewięciu kolejkach, w których mogą pochwalić się ośmioma zwycięstwami i jednym remisem. Ta wyjątkowa passa rozciąga się również na zmagania w Europie, gdzie po czterech grupowych spotkaniach mają bilans trzech wygranych i jednego remisu. Wszystko to składa się na wymarzony początek sezonu w wykonaniu podopiecznych Carlo Ancelottiego: jedenaście zwycięstw i dwa remisy w lidze hiszpańskiej i Lidze Mistrzów, a do tego wygrana z Eintrachtem Frankfurt w starciu o Superpuchar Europy, które zakończyło się zdobyciem pierwszego trofeum w trwającej kampanii.
Real Madryt kontynuuje swoją podróż w Primera División, która znów znajduje się pod ich kontrolą. Jedynie Osasuna zdołała urwać Królewskim punkty, a należy podkreślić, że za nimi już derby Madrytu na Metropolitano i El Clásico na Santiago Bernabéu. Zdobyciem kompletu oczek poskutkowała także wizyta w stolicy Hiszpanii Betisu, czwartej aktualnie siły w ligowej tabeli. Real ma w tym momencie trzy punkty przewagi nad Dumą Katalonii i sześć nad pozostałymi trzema drużynami uzupełniającymi grupę pościgową, czyli Atlético, Betisem i Realem Sociedad. Na tym etapie nikt nie jest w stanie dotrzymywać tempa narzuconego przez obrońcę tytułu.
Wszystko układa się jak po sznurku dla Viníciusa, Valverde, Kroosa, Benzemy i spółki, która w żaden sposób nie została zachwiana w swojej determinacji do narzucenia znokautowanej w Lidze Mistrzów, acz trzymającej się w ryzach w La Lidze Barcelonie swoich warunków gry. Ale tylko do czasu, gdy Katalończykom przyszło zmierzyć się z zawodnikami Ancelottiego, którzy nie zawahali się w wyraźny i zdecydowany sposób odebrać im prowadzenia w lidze. Porażka z odwiecznym rywalem tylko powiększyła krwawiącą ranę Blaugrany powstałą w trakcie ostatnich pięciu bardzo trudnych dla niej dni za sprawą trzech ciosów – najpierw dwóch zadanych przez Inter, a na koniec jednego autorstwa Realu.
Zabójczy kwartet
Real Madryt w obecnej formie przypomina walec, który bezlitośnie pokonuje każdą przeszkodę, jaka stanie mu na drodze. Kluczy do takiego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Jednym z nich jest fakt, że Los Merengues wciąż cieszą się atakiem, który dostarcza im wielu bramek z wielu stron. W tym sezonie już 22 gole padły łupem Viníciusa (siedem), a także Benzemy, Rodrygo i Fede, którzy mają równo po pięć trafień. Oprócz bramek wspomniana czwórka zanotowała łącznie dziewięć asyst, co jeszcze mocniej podkreśla ich olbrzymi wpływ na poczynania ofensywne całej drużyny, która wygrała 86% swoich meczów.
Klasyk ujawnił moc rażenia zabójczego królewskiego kwartetu, jakim dysponuje Carletto, czyli golami Benzemy, Valverde i Rodrygo oraz udziałem Viníego w dwóch z trzech zdobytych w niedzielne popołudnie bramek. Ta fantastyczna czwórka stanowi punkt odniesienia w ofensywie dla zespołu, dla którego gole strzelało już jedenastu graczy i który w konsekwencji w 14 potyczkach tego sezonu zdobył łącznie 32 bramki.
Dominacja w Klasykach
Triumf nad Barçą zaznacza również pozycję Realu w El Clásico w ostatnich latach. Zwycięska seria pięciu wygranych Klasyków z rzędu została przerwana w marcu tego roku przez porażkę 0:4 na Bernabéu, co nie miało jednak najmniejszego wpływu na rozstrzygnięcie kwestii, kto sięgnie po mistrzostwo. Bilans madrytczyków w konfrontacjach z ekipą z Camp Nou jest jednak miażdżący dla tej drugiej strony: sześć zwycięstw, jeden remis i jedna porażka Los Blancos w ośmiu ostatnich pojedynkach obu drużyn.
Teraz celem jest potwierdzenie dyspozycji i statusu najlepszej ekipy w swojej grupie w Lidze Mistrzów oraz umocnienie przewagi w La Lidze przed przerwą na mistrzostwa świata. W tym momencie Real Madryt pozostaje jednak niepowstrzymany.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się