Gdy wydawało się, że znów pojawiła się iskierka nadziei, ponownie bardzo szybko zgasła. Eden Hazard w wyjazdowym meczu z Celtikiem udowodnił swoim krytykom, że wciąż stać go na to, aby wejść na wyższy poziom i wobec kontuzji Karima Benzemy wziąć na swoje barki odpowiedzialność za grę ofensywną Królewskich. Udział przy bramce Luki Modricia i trafienie zamykające wynik spotkania w Glasgow miały być zwiastunami tego, że belgijski atakujący faktycznie zamierza wrócić. Po raz kolejny jednak wszystkie oczekiwania i nadzieje spełzły na niczym.
Kilka dni później Hazard wyszedł w pierwszym składzie na Mallorcę i zawiódł na całej linii. Wobec dosyć defensywnej postawy przyjezdnych z Balearów 31-latek nie potrafił odnaleźć się na pozycji środkowego napastnika i nie dał drużynie również tego, na co liczył Carlo Ancelotti – wejść z drugiej linii. Oczywiście po meczu włoski szkoleniowiec nie chciał dolewać oliwy do ognia i stanął w obronie swojego zawodnika: „Zrobił to, co powinien. Tak, myślę, że wykonał swoje zadanie”. Kolejne tygodnie pokazały jednak, że nie do końca tak było.
Całkowite zniknięcie
Od tamtej pory Hazard przepadł. Od 11 września i meczu z Mallorcą nie otrzymał już od swojego trenera ani jednej minuty. Na Lipsk w pierwszym składzie wyszedł Rodrygo, a gdy w drugiej połowie potrzebny był zmiennik, to Carletto postawił na Mariano. W derbowym starciu z Atlético ponownie od pierwszej minuty zagrał Rodrygo, a później w jego miejsce na murawie zameldował się Dani Ceballos. Później na spotkania z Osasuną i Szachtarem wrócił już Benzema. Najbardziej znamienne było jednak to, że gdy w meczu z Osasuną piłkarze Realu Madryt desperacko szukali zwycięskiej bramki, Ancelotti wolał postawić na Mariano niż na Belga. „Potrzebowałem napastnika, który mógłby nam pomóc w walce o górne piłki”, tłumaczył później Carletto.
Czas mija, a Hazard jest coraz dalej od spełnienia swojej obietnicy z majowego świętowania na Cibeles. „Mam za sobą trzy lata przepełnione wieloma kontuzjami… Ale w następnym sezonie dam z siebie dla was wszystko!”, krzyczał do uradowanych madridistas. Jesteśmy już jednak na dobre w październiku, zbliżamy się do mundialu, a Hazarda wciąż nie ma. W tym momencie jest piątym zawodnikiem w pierwszym zespole Królewskich z najmniejszą liczbą rozegranych minut – ze 158 minutami na koncie ma za sobą tylko Marco Asensio (73), Mariano (9), Álvaro Odriozolę (0) i Jesúsa Vallejo (0). Niedawno wyprzedzili go Andrij Łunin (180) i Ceballos (177).
Mimo wszystko AS zapewnia, że Hazard nawet nie rozważa opcji wypożyczenia do innego zespołu w trakcie najbliższego zimowego okienka transferowego. Jego kontrakt z Realem Madryt obowiązuje do 2024 roku i wydaje się, że niezależnie od okoliczności będzie chciał go wypełnić.
Komentarze (52)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się