Choć o zamordystycznych metodach Antonio Pintusa powiedziano już niemal wszystko, to jednak Fede od momentu wznowienia treningów nie miał najmniejszych kłopotów ze sprostaniem wymaganiom popularnego sierżanta. 24-latek dzień w dzień sprawiał wrażenie, jakby mógł wziąć udział w jeszcze dwóch identycznych pod względem intensywności treningach.
Valverde jest dla Pintusa i Ancelottiego niczym polisa na życie. Obaj członkowie sztabu szkoleniowego wiedzą, że w aspekcie biologicznym pomocnik przewyższa innych i nie ma sposobu na to, by na murawie go zajechać. Fede jest niczym bolid, który pod okiem trenerów zyskał także na technice. Fede czuje, że stać go na wszystko i ufa swoim umiejętnościom. W Vigo mogliśmy zauważyć, jak przy golu na 4:1 ani myślał zatrzymać się przed Benzemą i sam uderzył na bramkę, ponieważ był lepiej ustawiony. Reprezentant Urugwaju ma niepodważalne miejsce w hierarchii Carlo, który na dodatek może liczyć na jego wyjątkową wszechstronność.
Federico wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie w zeszłym sezonie, choć miesiącami obiektami debaty odnośnie do obsady prawego skrzydła byli wyłącznie Asensio i Rodrygo. W tym czasie Valverde po cichu robił swoje, aż w końcu Ancelotti w kluczowych momentach zaczął zmieniać ustawienie na 4-4-2 z Fede w wyjściowej jedenastce. Jego rajdy prawą flanką w starciach z City czy Chelsea uczyniły z niego niespodziewaną wśród kibiców alternatywę na skrzydle. W klubie doskonale jednak zdawali sobie sprawę z wielofunkcyjności piłkarza. Pomocnik jest zdolny do rzeczy niemożliwych i niewyobrażalnych zarówno w obronie, jak i ataku.
Postawa gracza sprawiła, że kilka angielskich klubów oferowały Realowi kwoty wysokości 90 milionów, jednocześnie zdając sobie sprawę, że transfer jest w zasadzie niemożliwy w realizacji. Jeszcze za czasów Zidane'a nie brakowało propozycji opiewających na 75 milionów. Królewscy jasno przekazali jednak, że Valverde jest nietykalny. Działacze oraz sztab szkoleniowy zgodnie twierdzą, że w kadrze mają piłkarza na co najmniej dekadę. Fede do pierwszej drużyny dołączył cztery lata temu na prośbę Zizou. Francuz odważnie na niego postawił, a z biegiem miesięcy miało okazać się, że Fede w wielu potyczkach okaże się absolutnie kluczowy. Niewielu umiało zrozumieć, dlaczego w ostatnim sezonie poprzedniego szkoleniowca 24-latek aż tak bardzo stracił na znaczeniu.
Jednym z zadań postawionych przed Ancelottim w momencie obejmowania zespołu było przeprowadzenie rewolucji na bazie takich graczy jak Vinícius, Rodrygo, Camavinga czy właśnie Valberde. Fede i Vini są już graczami podstawowego składu, dwaj pozostali pełnią ważną funkcję w niemal każdym meczu. Sam Valverde jest wobec siebie bardzo wymagający. Nigdy nie skarżył się, gdy tracił miejsce w jedenastce czy o brak minut, gdy na nie zasługiwał. Urugwajczyka cechuje pokora oraz nieraz wręcz przesadna autokrytyka. Czasami błahe sprawy aż nadto potrafią zachwiać jego sferą psychiczną. Gdyby Bale czy Isco byli choć w połowie tak nastawieni do siebie, jak Fede, dziś obaj dalej graliby w Realu Madryt. Valverde swoją pozycję wywalczył sobie bezwarunkowym poświęceniem.
Dziś Federico to jeden z najmocniejszych punktów kadry Ancelottiego. Mowa o nowoczesnym piłkarzu, którego oprócz czysto piłkarskiej jakości cechuje niezmordowanie i wszechstronność. Kiedy trzeba, grywa jako skrzydłowy, by za chwilę znów brać na siebie ciężar gry w środku pola. Gdziekolwiek go wystawić, tam sobie poradzi. Rozwój w aspekcie ofensywnym naturalną koleją rzeczy popchnął trenera do przesunięcia Valverde wyżej. Od dłuższego czasu można zauważyć, że naciska coraz wyżej, a jego rajdy coraz częściej kończą się uderzeniami na bramkę. Real ma w swoich szeregach zawodnika na wiele lat i niewykluczone, że także prawdziwego lidera.
Komentarze (20)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się