Zaczęło się od mocnego uderzenia. Piłka wpadła do bramki Juve już po nieco ponad dziesięciu sekundach gry. Niestety, Karim Benzema po podaniu z prawej strony od Fede Valverde znajdował się na pozycji spalonej i gol słusznie nie został uznany. Ta akcja była jednak zwiastunem dobrej, a niekiedy nawet dość fantazyjnej gry Los Blancos. Juventus spróbował swoich sił w odważniejszym ataku mniej więcej po dziesięciu minutach meczu przy niemałej pomocy brazylijskich zadymiarzy z Madrytu, a konkretnie Casemiro i Militão. Po faulu tego pierwszego Leonardo Bonucci trafił z rzutu wolnego niemal idealnie w spojenie bramki.
Real nie chciał pozostać dłużny rywalowi i postanowił niezwłocznie przejść do konkretów. W 17. minucie po niedokładnym rozegraniu akcji i stracie dobrze wspominanego w stolicy Hiszpanii Ángela Di Maríi, piłkę przejął Vinícius, w charakterystycznym dla siebie stylu wpadł w pole karne i został sfaulowany przez Danilo, czyli kolejnego byłego madridistę. Z wykorzystaniem okazji z jedenastu metrów najmniejszych problemów nie miał niezawodny Benzema, który bardzo mocnym i precyzyjnym uderzeniem w lewy róg bramki pokonał Mattię Perina. Strata gola podziałała pobudzająco na turyńczyków, ale nie byli oni w stanie przełożyć tego na żadną zdobycz bramkową.
To spotkanie raczej (a nawet raczej na pewno) nie wyróżniało się porażającą intensywnością, ale mimo tego i tak zdecydowanie żwawiej prezentowali się Królewscy. Było to widoczne już w pierwszej połowie, ale szczególnie w drugiej można było momentami głębiej zastanowić się nad tym, czy aby na pewno jest to mecz dwóch zespołów – towarzyski, bo towarzyski, ale jednak – czy może jednak jedynie trening jednego z nich. Podopieczni Carlo Ancelottiego grali na ogromnym luzie i w fazie kreacji wyglądali o niebo lepiej od Starej Damy.
Taka postawa zaowocowała bramką na 2:0. Na linii pola karnego poczarował Eden Hazard, a na lewej stronie odnalazł się Jesús Vallejo, który perfekcyjnie dograł futbolówkę na piąty metr do wbiegającego Marco Asensio. W tym miejscu należy nadmienić, że była to tylko jedna z wielu sytuacji, jakie Los Merengues wypracowali sobie w drugich 45 minutach. Kilka razy refleksem musiał popisywać się Perin, kilka razy zabrakło nieco dokładności. Przewaga mistrzów Hiszpanii była jednak aż nadto widoczna i nikt nie powinien mieć wątpliwości, że wygrała drużyna lepsza.
Dziś Królewscy naprawdę mogli się podobać. Pomimo wiadomych i już bardzo szeroko skomentowanych problemów polskich kibiców z dostępem do pierwszej połowy w otwartej telewizji, warto było wstać bardzo wcześnie czy też zarwać noc, żeby zobaczyć swoich ulubieńców w akcji. Na pewno pozostajemy z dobrymi i pozytywnymi odczuciami przez starciem o Superpuchar Europy z Eintrachtem Frankfurt. W Vegas była porażka, w San Francisco remis, a w Pasadenie wreszcie zwycięstwo. Benzema i spółka znakomicie żegnają się ze Stanami Zjednoczonymi i z Kalifornią. Po prostu do trzech razy sztuka.
Real Madryt – Juventus FC 2:0 (1:0)
1:0 Benzema 19' (rzut karny)
2:0 Asensio 69' (asysta: Vallejo)
Real Madryt: Courtois; Carvajal (63' Nacho), Militão (46' Rüdiger), Alaba (64' Vallejo), Mendy (64' Lucas); Casemiro (64' Camavinga), Kroos (64' Ceballos), Modrić (64' Tchouaméni), Valverde (64' Asensio); Vinícius (64' Hazard), Benzema (64' Rodrygo)
Juventus FC: Perin (70' Pinsoglio); Danilo, Bonucci (64' Gatti), Bremer, Sandro (70' Pellegrini); Fagioli (64' Rovella), Zakaria, Locatelli (76' Cudrig); Di María (46' Cuadrado), Kean (76' De Graca), Vlahović (64' Aké)
Komentarze (122)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się