Menu
/ marca.com

Iván Sáez, wielki talent ze szkółki, który zniknął w wieku 20 lat

Foto: Iván Sáez, wielki talent ze szkółki, który zniknął w wieku 20 lat
Fot. MARCA

Iván Sáez był w pewnym momencie jedną z największych nadziei szkółki Realu Madryt, do której trafił z Atlético. W wieku 20 lat zakończył jednak karierę, a MARCA przygotowała reportaż o powodach tej decyzji.

Dosyć łatwo jest stracić z oczu wychowanka wielkiego klubu. Często dzieje się tak nawet z tymi, którzy byli gwiazdami w młodzieżowych kategoriach. W pewnym momencie taki zawodnik znika z linii wzroku. Kiedy jednak odnajdziemy ponownie w naszej pamięci imię takiego gracza, chcemy umiejscowić je w teraźniejszości, której nie znamy. Tak mogło być w przypadku Ivána Sáeza. Pewnego dnia powiedział „dość”. Miał wtedy 20 lat i był zawodnikiem Realu Madryt. Stracił radość i zakończył karierę. „Pierwsze, co zrobiłem, to wykasowanie wszystkich moich kontaktów związanych z futbolem i zniknięcie na pewien czas z mediów społecznościowych”, tłumaczył Iván dziennikowi MARCA. Obecnie pracuje jako trener personalny i zarządza Get It! Fitness Club. Kiedyś wróżono mu świetlaną przyszłość piłkarską. Jego przejście ze szkółki Atlético Madryt do Valdebebas wywołało konflikt instytucjonalny i skończyło się podpisaniem paktu o nieagresji.

Iván był zawodnikiem, który szybko się rozwijał, zawsze grał ze starszymi rocznikami i się tam wyróżniał. W 2011 roku, w wieku 16 lat, był podstawowym zawodnikiem w finale Młodzieżowego Pucharu Króla z Barceloną, czyli w kategorii o trzy lata wyższej. Dzielił miejsce w składzie między innymi z Pacheco, Jesé, Omarem Mascarellem czy Rubénem Sobrino. Mierzył się wtedy z Deulofeu czy Rafinhą. Barça wygrała tamten finał. W raportach o najbardziej obiecujących wychowankach Iván zawsze zajmował pierwsze miejsca. Był wielką nadzieją Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii. Zasypywano go pochwałami praktycznie na każdym kroku. „Najłatwiej było odpowiedzieć typowym stwierdzeniem, że zawsze twardo stąpam po ziemi i nie wpływa na mnie ta sytuacja, ale nie byłbym wtedy całkiem szczery. Teraz, kiedy całkowicie odłączyłem się od futbolu, zdałem sobie sprawę, że to wszystko sprawia, że momentami wierzysz w to, czego nie ma. Niektórzy lepiej sobie z tym radzą, inni gorzej. Ja, szczerze mówiąc, uważam, że zawsze dobrze to znosiłem. Kto znał mnie od dziecka, widział, że te komentarze nie zmieniły mnie jako osoby i nie sprawiły, że uważałem się za lepszego od innych. A jeśli zmieniły, to nikt mi tego wprost nie powiedział, chociaż prawdą jest, że takie słowa czasami sprawiają, że się rozluźniasz i to może wpłynąć na twoją postawę”.

Mijały sezony i Iván w końcu został włączony do kadry Juvenilu A. Dzielił szatnię z Raúlem de Tomásem, Marcosem Llorente, Cristianem Benavente, Mario Hermoso czy Aleixem Febasem. Sięgnął po Puchar Króla po wygranym finale z Athletikiem Iñakiego Williamsa oraz po Puchar Mistrzów, pokonując Real Sociedad z Odriozolą w składzie. Jednak nie wykonał kolejnego kroku, nigdy nie otrzymał powołania do Castilli, która jest ostatnim krokiem przed drzwiami do pierwszego zespołu, z którym Sáez miał okazję trenować. W sezonie 2014/15 Real Madryt C grał w Tercera División, do której został zepchnięty po spadku Castilli do Segunda División B. Po tym sezonie trzecia drużyna została rozwiązana. „Ostatni rok mojego kontraktu zbiegł się ze zniknięciem Realu Madryt C. Ten sezon był dla mnie zły na poziomie indywidualnym i drużynowym. Miałem opcje, żeby odejść przed tym sezonem czy w jego połowie. Gdyby się to udało, być może rozmawialibyśmy w innych okolicznościach, ale to są tylko moje odczucia”.

Sezon się skończył, drużyna została rozwiązana i wielu zawodników znalazło się w zawieszeniu. „Podobnie jak sezon tamto lato było bardzo trudne”, wspomina Iván. Zespół M.O.D.A. śpiewa, że „jest wewnętrzny ogień, który nas prowadzi od dziecka”. Ten ogień, radość z futbolu, palił się, aż zaczął wygasać. Żadna z ofert, które się pojawiły, nie była w stanie go ponownie wzniecić. „Nie potrafiłbym wymienić żadnego konkretnego powodu, dla którego zdecydowałem się to porzucić. To był zbieg wielu okoliczności, które sprawiły, że nie zaakceptowałem żadnej oferty. W tamtym momencie było dla mnie jasne, że potrzebowałem zmiany, ponieważ brakowało mi zapału i żadna z ofert mnie nie motywowała i nie przywracała mi zapału, by dalej to robić. Wszyscy łapali się za głowę i mówili mi, że jestem szalony. Starali się mnie przekonać, ale to trwało krótko, po kilku miesiącach większość już się do mnie nie odzywała”.

Bez radości i zapału Iván porzucił piłkę nożną. Zawiesił buty na kołku i zniknął. Wykasował kontakty z telefonu i latem 2015 roku zniknął z mediów społecznościowych. „Dobrze zniosłem zmianę. Oczywiście były trudne momenty, bo przychodziły mi do głowy piękne wspomnienia. To była ogromna zmiana w życiu, ale potrafiłem się dobrze dostosować do sytuacji. Wiedziałem, że muszę się zresetować”. W takiej sytuacji większość osób byłaby zdezorientowana, ale Iván miał determinację. „Potrzebowałem tego, żeby maksymalnie się od wszystkiego odłączyć i skupić się na moich studiach. Było dla mnie jasne, co chcę robić, bo miałem ułożony plan B. Spakowałem walizki i wróciłem do Madrytu. Zmieniło się jedynie to, że nie musiałem jeździć na treningi”.

Wielu z jego byłych kolegów przestało się z nim kontaktować przez telefon czy spotykać. Jednak byli tacy, którzy nie chcieli o nim zapomnieć z dnia na dzień. „Nie chodzi tylko o to, że utrzymujemy kontakt, oni są moimi przyjaciółmi. Kiedy zdecydowałem się na zostawienie futbolu, skasowałem moje kontakty. Wtedy się przekonałem, kto jest moim prawdziwym przyjacielem. Od tamtej pory rozmawiałem i utrzymuje relacje tylko z tymi, którzy dalej mnie wspierali i martwili się o mnie. Niektórzy też już nie grają, inni grają na poziomie półprofesjonalnym, a jeszcze inni są w elicie: Lozano, Rai, Sergio Cabanelas, Arroyo, Miki, Mario, Melero, Febas i Ander są jedynymi, z którymi utrzymuję kontakt i spotykam się. Niektórzy nawet przychodzą do Get It!, żebym ich trenował”.

Stwierdzenie, że Real Madryt nie sprowadził Kuna Agüero przez Ivána Sáeza jest tylko półprawdą. Przypięłoby to środkowemu obrońcy niesprawiedliwą łatkę, ale faktycznie coś w tym jest. Gil Marín nie wahał się przed rozciągnięciem paktu na niższe kategorie wiekowe, żeby zablokować jakiekolwiek negocjacje z Realem Madryt. „Przenosiny do Atlético były bardzo dużym wysiłkiem dla moich rodziców i dla mnie. Podróże do Madrytu, mało czasu na odpoczynek. Poświęciliśmy się wyłącznie futbolowi, ale nie żałujemy tego, bo te wszystkie lata przyniosły rekompensatę. Transfer do Realu Madryt? Teraz widzę to jako nagrodę za cały ten czas i włożoną pracę. Pojawiła się szansa i ją wykorzystaliśmy. Zarówno dla mojej rodziny, jak i dla mnie wydawało się to najbardziej właściwe”, tłumaczy Iván, który wrócił wtedy do korzeni, bo rozpoczynał piłkarską karierę w zespole Fundacji Realu Madryt.

Dzisiaj Iván Sáez ma tylko 25 lat, jest trenerem personalnym i przedsiębiorcą. Jest obecnie zmartwiony, jak wszyscy. „To było totalne zatrzymanie. Jesteśmy firmą, która dopiero zaczynała. Mieliśmy za sobą 20 miesięcy działalności, kiedy ogłoszono stan wyjątkowy”. Jego Get It! Fitness Club musiał dostosować się do restrykcji. „Rozszerzyliśmy nasze usługi, oferując treningi indywidualne czy grupowe za pośrednictwem internetu, co dało nam bardzo pozytywne wyniki. Staramy się utrzymać aktywność poprzez media społecznościowe, a w tej sytuacji byliśmy tam tym bardziej aktywni. Na szczęście mamy konto, które śledzi dosyć dużo osób. Robimy treningi na żywo i wrzucamy 2 czy 3 zestawy ćwiczeń na tydzień”.

Jego doświadczenie znajduje się nie tylko w CV, ale też pomaga na co dzień. „Czuję się uprzywilejowany, mogąc rozwinąć biznes dzięki własnym środkom i mając okazję przeżyć te wszystkie doświadczenia jako piłkarz. Real Madryt nie tylko pomógł mi się ukształtować jako piłkarz. Od małego wpajają ci tam wartości, które sprawiają, że rozwijasz się jako osoba. Najbardziej wyróżniłbym ten gen rywalizacji, który ciągle mam, mimo że nie rywalizuję. Mam nadzieję, że nigdy tego nie stracę, bo pomaga mi to na co dzień”.

W swojej firmie znalazł się teraz po drugiej stronie. Przez lata musiał wykonywać polecenia trenerów, a teraz on sam te polecenia wydaje. „Podczas studiów spotkałem mojego kolegę, Gorkę Urquijo, który jest teraz moim partnerem biznesowym. Mamy takie samo spojrzenie na sport i świat fitnessu, inne od tego, które było oferowane do tej pory. Widzieliśmy, że jest pewna nisza na rynku do zapełnienia i zdecydowaliśmy się na to. Get It! narodziło się w celu pomagania ludziom w wyrabianiu sobie serii nawyków o charakterze sportowym i żywieniowym, żeby poprawić zdrowie i jakość życia. Realizują pewną sportową rutynę, która pozwala im osiągać ich cele w krótkim okresie, by wyznaczać sobie ambitniejsze cele na podstawie realizowania poszczególnych etapów przygotowania sportowego. Obecnie mamy około 90-100 klientów, którym przygotowaliśmy cykl treningów przez 2-3 dni w tygodniu. Realizujemy sesje treningowe, które są całkowicie spersonalizowane do możliwości fizycznych każdego klienta i skupione na celach, które sobie wyznaczamy. Oprócz indywidualnych treningów realizujemy sesje dla małych grup od 3 do 5 osób i oferujemy ćwiczenia online dla ludzi, którzy nie mogą do nas przyjść, ponieważ mamy klientów w Meksyku, Chile, Australii, Szwajcarii czy Portugalii. Oni wykonują swój cykl ćwiczeń poprzez naszą aplikację”.

Zapał powrócił, ale nie da się uniknąć pytań: „Czy znów byś to zrobił? Co byś zmienił?”. Nie jest łatwo wrócić do tego i odpowiedzieć, wyobrażając sobie inną teraźniejszość. „Zawsze byłem sobą, nigdy nie pozwalałem innym wpływać na siebie. Podejmowałem decyzje, które wierzyłem, że są poprawne, dlatego mam spokojny umysł. Oczywiście nie wszystkie decyzje były trafne i można by było zmienić wiele rzeczy, ale teraz jest bardzo łatwo tak mówić. Na pewno zmieniłbym mój ostatni etap, na którym obecność jest przywilejem będącym w zasięgu nielicznych, a ja nie cieszyłem się tym w 100%. Porównuję problemy, które miałem wtedy w swojej głowie, z obecnymi, które muszę rozwiązać i chce mi się śmiać. Teraz na przykład musimy rozwiązać sytuację, żyjąc z pandemią”.

Jeden z jego kolegów ze szkółki, Agoney, również posmakował tej gorzkiej strony futbolu i był bliski pójścia w ślady Ivána. „Myślałem o zostawieniu futbolu. Zawsze byłem blisko morza, lubię morze i pierwsza myśl była taka, żeby wejść na statek, wypłynąć na wodę na trzy czy cztery miesiące i wrócić”, mówił Agoney. Jednak jego zdołali przekonać koledzy. „Powiedzieli mi, żebym zagrał w lokalnej drużynie, by być szczęśliwym. Poszedłem do Saucillo w drugiej lidze regionalnej”. Iván natomiast dla swojej decyzji otrzymał wsparcie w domu. „Jeśli chodzi o moje obecne otoczenie, to nie sądzę, żeby starało się mnie przekonać czy wymusić kontynuowanie kariery. Myślę, że chcieli mi pomóc w podjęciu jak najlepszej decyzji. Pomogli mi i ciągle to robią”.

Zamknięcie drzwi futbolowi i rozpoczęcie nowego etapu, nie wiedząc, co będzie dalej, nie powinno być łatwe, chociaż Iván miał jasny plan B. „Poszedłem na studia wyższe, żeby zostać trenerem sportowym. Od pierwszego momentu widziałem, że nie chcę odchodzić od sportu”. Mając 20 lat i całe życie poświęcone futbolowi, nigdy nie kusił go powrót. „Nigdy nie przeszło mi przez myśl porzucenie studiów i powrót do futbolu, chociaż myślałem o łączeniu tych rzeczy”. Ostatecznie przygoda Ivána z futbolem zakończyła się w wieku 20 lat. To był tylko wstęp do dalszego życia.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!