Powiedziałeś, że chciałbyś zostać w NBA, ale jakim kosztem?
Kosztem bycia tam szczęśliwym. Nigdy nie kierowałem się pieniędzmi, ale zawsze moim szczęściem i chęcią spełnienia marzenia. Tak było, kiedy przeprowadziłem się z Realu Madryt do Stanów Zjednoczonych. To było moje marzenie, ale musiałem przeanalizować wiele rzeczy – moją rodzinę czy to, co traciłem… Starałem się myśleć jak najbardziej pozytywnie. Myślę, że do utrzymania się w NBA prowadzi ta sama droga. Poza koszykówką moja rodzina bardzo dobrze zaadaptowała się do życia w Stanach Zjednoczonych, to były piękne dwa lata. Jeśli moja rodzina ma się dobrze, to ja jestem superspokojny.
A jeśli chodzi o aspekt sportowy?
Nie wiem, co będę mieć do dyspozycji, ale wiem, co się nie wydarzy. Nie przyjdzie żadna drużyna, mówiąc: „Będziesz naszym podstawowym rozgrywającym” albo „Będziesz dowodził drugim składem”. Być może będzie musiało się wydarzyć to samo, co w minionych sezonach, kiedy musiałem sobie wywalczyć miejsce w rotacji. Jednak to mi się podoba i utrzymuje moją czujność. Później podejmę decyzję.
Obecność na zgrupowaniu reprezentacji pomaga w zabijaniu niepewności związanej z twoją przyszłością?
W tym sensie tak, pomaga bardzo. Gdybym był w moim domu, byłbym o wiele bardziej zniecierpliwiony. Jednak jestem zadziwiająco spokojny i zrelaksowany. Poza tym już zrobiłem to, co było w mojej mocy. Niewiele więcej zostaje mi do udowodnienia.
Laprovíttola albo Deck dzwonili do ciebie, żeby powiedzieć, że drzwi w Hiszpanii są otwarte, jeśli nie zostaniesz w NBA?
(śmiech) Rozmawiałem z Tortu i Nico o tym, jak się tu mamy i innych rzeczach, które nie nadają się do publikacji w telewizji. Jednak mówiąc całkiem serio, rozmawialiśmy dużo o reprezentacji, ale nic o mojej przyszłości.
Jeśli nie uda się w NBA, to powrót do Europy były najmniej bolesny?
W ogóle nie byłby bolesny, nie zamykam żadnych drzwi. To byłoby lekkomyślne, gdybym miał obsesję na punkcie zostania w NBA. Może nawet nie otrzymam oferty. Real Madryt zawsze był dla mnie drugim domem, ale muszę poczekać. Prawda jest taka, że nie mam innej opcji.
W futbolu mówi się o magii Realu Madryt. W koszykówce jest tak samo?
Tak, bez wątpienia. To jest klub, który zawsze wymaga od siebie walki o ważne rzeczy i przez to dajesz z siebie wszystko od pierwszego meczu. Można się tym cieszyć, bo otrzymujesz wszelkie udogodnienia, żebyś musiał myśleć tylko o tym, co dzieje się na parkiecie.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się