Lewy obrońca jest absolutnie nieprzewidywalny. Jego rulety, rajdy i zagrania na skraju nonszalancji w obronie czynią z niego jedną z ikon tej drużyny. Gol z Levante dodatkowo go wzmacnia i zarazem definiuje. Francuz przebiegł czterdzieści metrów i w jednej akcji zademonstrował niemal kompletny repertuar: siłę fizyczną, ciąg na bramkę, złe przyjęcie i prowadzenie oraz gola w sytuacji, kiedy wydawało się, że sytuacja znajduje się kompletnie poza jego kontrolą. Według specjalistycznej analizy Mendy przeprowadził akcję w taki sposób, że w jej końcowej fazie miał już jedynie 7% szans na powodzenie.
Ferland jest na ten moment podstawowym lewym obrońcą Realu Madryt. Nie wiadomo jednak, jak sprawy potoczą się w kolejnym sezonie. Do drużyny dojdzie Antonio Rüdiger, co sprawia, że Alaba będzie mógł ze spokojem wrócić na lewą stronę, gdzie czuje się najlepiej. W kolejce czekają też Fran García (klub może odzyskać go za 5 milionów) i Miguel. Wychowankowie są brani pod uwagę w bardziej ofensywnym wariancie ustawienia. Z zabawy natomiast niemal na pewno wypisze się Marcelo, z którym po prostu nie zostanie przedłużony kontrakt. Brazylijczyk jest świadomy swojej sytuacji, ale też nie unosiłby się honorem, gdyby w ostatniej chwili poproszono go o pozostanie.
Sam Mendy jest natomiast ciekawym przypadkiem jeszcze z jednego względu. To w zasadzie jedyny gracz podstawowego składu, na którego nie liczą w reprezentacji. Ferland za dwa tygodnie może sięgnąć po Ligę Mistrzów, a mundial w Katarze oglądać mimo wszystko z kanapy. Deschamps nie daje mu minut od września 2020 roku, a wyższymi notowaniami u selekcjonera cieszą się choćby Theo czy Digne. Nawet Dubois (Lyon) jest w kolejce przed graczem Realu. Choć mowa o zawodniku nieobliczalnym, to jednak czy aż na tyle, by kompletnie go ignorować?
Komentarze (31)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się