REKLAMA
REKLAMA

Real w trybie samolotowym

Królewscy fruwają najwyżej. Potwierdzają to także liczby po rewanżu półfinału Ligi Mistrzów. Podopieczni Carlo Ancelottiego wykonali o ponad 10% więcej sprintów niż rywal.
REKLAMA
REKLAMA
Real w trybie samolotowym
Fot. Getty Images

Método Pintus, método Pintus!”, krzyczał Luka Modrić, całując łysinę trenera przygotowania fizycznego Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Jeden i drugi należą do bohaterów Królewskich z ostatnich dni. Chorwat w wieku 36 lat przeżywa którąś już młodość, a pod względem motorycznym nie wygląda gorzej niż w najlepszym okresie swojej kariery. Pomocnik chciał oddać hołd człowiekowi, który wraz z Carlo Ancelottim zaplanował ten sezon. Los Blancos już mają na koncie Superpuchar i mistrzostwo Hiszpanii, ale w szatni panuje przekonanie, że robota nie jest jeszcze dokończona. 28 maja jest w kalendarzu zaznaczony na czerwono.

Antonio Pintus przybył do Realu Madryt niczym galáctico. Jego przyjście zostało ogłoszone latem ubiegłego roku w oficjalnym komunikacie, co dotychczas było zarezerwowane dla piłkarzy pierwszego zespołu. Po jego odejściu, jeszcze za czasów Zinédine’a Zidane’a, klub zdecydował się na jego odzyskanie. Włoch miał dwa zadania: uniknięcie ogromnej plagi kontuzji, która spustoszyła Królewskich w ubiegłym sezonie, oraz podniesienie poziomu przygotowania fizycznego na wszystkich poziomach. Pintus jest bowiem odpowiedzialny nie tylko za pierwszy zespół, nadzoruje również pracę wszystkich drużyn w akademii.

Ancelotti był pierwszym, który zdał sobie sprawę z potrzeby tego wzmocnienia. Carletto i Sierżant ramię w ramię przygotowali dwa „szczyty” dla zawodników: na początku sezonu i teraz, gdy decydujące momenty pojawiają się praktycznie co chwilę. To też chwile, gdy obciążenia są dużo mniejsze. Piłkarze jednak stawali na wysokości zadania i także wtedy zwykle dowozili dobre lub bardzo dobre rezultaty.

REKLAMA
REKLAMA

Kluczem są jednak wyniki. Finał Ligi Mistrzów i wygrane mistrzostwo Hiszpanii wskazują na to, że praca Włochów miała sens. Skorzystali na niej piłkarze, którzy musieli się jednak trochę nacierpieć. Kluczem w pracy z Pintusem są bowiem długie przebieżki.

LICZBY, KTÓRE WYJAŚNIAJĄ CUD REALU
ŹRÓDŁO: MARCA

Legenda:
Kolor pomarańczowy – liczba rozegranych minut
Kolor ciemnofioletowy – dystans z prędkością powyżej 24 km/h
Kolor fioletowy – dystans z prędkością 21–24 km/h
Kolor jasnofioletowy – dystans z prędkością 14–21 km/h
Kolor szary – łączny dystans

Liczby w prawym dolnym rogu:
Dystans całkowity, dystans 14–21 km/h, dystans 21–24 km/h, dystans powyżej 24 km/h, liczba sprintów (powyżej 21 km/h).

Wnioski (prawy dolny róg wykresu):

  • Zawodnicy City przebiegli więcej niż Realu
  • Zawodnicy Realu pokonali większy dystans z dużą szybkością (powyżej 24 km/h)
  • Zawodnicy Realu przebyli więcej sprintów niż City
  • W dogrywce zawodnicy Realu wykonali więcej sprintów i przebiegli więcej niż rywal

Dane z meczu przeciwko Manchesterowi City, tak jak z Paris Saint-Germain i Chelsea, pokazują, że odpowiedź zespołu w najważniejszych momentach była jednym z kluczowych czynników w wygranej. Oczywiście nie jedynym. 

Podopieczni Pepa Guardioli przebiegli na Bernabéu więcej niż gospodarze, ale warto zagłębić się w dokładniejsze dane. Real biegał bowiem z lepszą… jakością. Wykonał więcej sprintów z prędkością powyżej 21 kilometrów na godzinę, lepiej wyglądał też pod względem dystansu z prędkością 21–24 km/h i powyżej 24 km/h. To robi różnicę na najwyższym poziomie.

REKLAMA
REKLAMA

Różnice zaznaczyły się także w końcówce meczu i przede wszystkim w dogrywce. Efektem fizycznej dominacji były ogromne emocje, które naznaczyły jeden z najbardziej emocjonujących dwumeczów w historii Ligi Mistrzów.

Historia się powtarza
W meczu z PSG remontada zaczęła się od sprintu Benzemy, który rozpoczął pressing na Donnarummie. Włoch się pogubił, paryżanie stracili gola i dali sobie wyrwać awans do ćwierćfinału. Duży udział w sukcesie miał też Modrić, który nagle przedarł się środkiem i wypracował kolejnego gola. 

Jeszcze trudniejszym rywalem niż PSG i City była Chelsea. Podopieczni Thomasa Tuchela dominowali na Bernabéu od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty, ale… czasem futbol to także dogrywka. Tam, tak jak w starciu z zespołem Pepa, górą byli Królewscy, którzy poza przygotowaniem czysto piłkarskim wyróżniają się rewelacyjną formą fizyczną.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (9)

REKLAMA