Real Madryt dotarł do finału Ligi Mistrzów w Paryżu dzięki wierze i zwycięstwom; nie mieli łatwej fazy pucharowej, we wszystkich meczach musieli walczyć z żywiołem, aby przejść dalej. W starciu z PSG, dzięki trzem bramkom Benzemy w drugiej połowie, udało im się odrobić 1-0 straty z pierwszego spotkania i chwilowe prowadzenie paryżan w Madrycie. W meczu z Chelsea drużyna roztrwoniła dwubramkową przewagę z pierwszego meczu i w drugim przegrywała 0:3, ale Modrić i Rodrygo doprowadzili do dogrywki, a Benzema znów okazał się najlepszy. W meczu z City wszystko się powtórzyło: w Manchesterze przegrali 3:4 i w 89. minucie przegrywali 0:1, a ledwie półtorej minuty później prowadzili już 2:1. A w dogrywce znów Benzema. Zawsze Benzema, zdobywca 15 bramek w Lidze Mistrzów, z czego 10 w fazie pucharowej.
Tylko 113 minut na prowadzeniu
Gdyby przegrana na tablicy wyników była dla Realu obciążeniem psychologicznym, nigdy nie doszłoby do finału na Stade de France. W rzeczywistości, z 600 minut gry w fazie pucharowej (540 w sześciu pełnych meczach i dwóch dogrywkach), prowadzili tylko przez 113 minut. Cnotą Realu Madryt jest umiejętność skupiania swoich bramek w potężnych seriach, które pozostawiają przeciwników w osłupieniu: przeciwko PSG strzelili trzy gole w ciągu 17 minut; przeciwko Chelsea dwie w ciągu zaledwie czterech minut, a kolejną tuż po przerwie; natomiast przeciwko City dwie w ciągu nieco ponad minuty, a kolejną pięć minut po starcie dogrywki.
W ciągu tych 600 minut Real miał awans przez 181, remisował przez 159 i był za burtą przez 260. Najgłośniejszym przypadkiem jest półfinał z City, które już w drugiej minucie pierwszego meczu wyszło na prowadzenie i aż do 91. minuty drugiego meczu było w finale: Real kroczył spokojnie przez 179 minut, grożąc zejściem z klifu, ale nigdy nie spadł.
Królewscy wyspecjalizowali się również w rozpętywaniu szturmu w ostatniej części drugiej połowy, a także w dogrywce. W ten sposób utorowali sobie drogę do Paryża: 8 z 14 bramek, które zdobyli w fazach pucharowych, padło po 75. minucie, sześć z nich między 75. a 90. minutą, a dwie w dogrywce. W pierwszych połowach z trudem radzą sobie z przeciwnikami i ciekawe jest to, że w pierwszym kwadransie swoich meczów nie zdobyli ani jednej bramki.
14 bramek
Niezależnie od tego, co zdobywa i kiedy zdobywa, jasne jest, że Real znalazł sposób na zranienie najsilniejszych drużyn na Starym Kontynencie. Najpotężniejszych, a co więcej, tych, którzy reprezentują nowy model piłki nożnej, oparty na zastrzykach wielkich pieniędzy, czy to z krajów wschodnich (Katar w PSG, Abu Zabi w City), czy też od magnatów energetycznych (Abramowicz w Chelsea).
PSG, które w Ligue 1 traci mniej niż jedną bramkę na mecz, na Bernabéu straciło trzy; Chelsea, przykład defensywnej solidności, pięć, z czego trzy u siebie; a City, które ma monopol na piłkę i w 34 meczach Premier League w tym sezonie dało sobie wbić tylko 21 bramek, przeciwko Królewskim straciło aż sześć, po trzy w każdym spotkaniu.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się