– Mój debiut w pierwszej drużynie Realu Madryt? Był dziwny. W tamtym meczu [pucharowe spotkanie z Cádizem – przyp. red.] już w przerwie wiedzieliśmy, że Rafa Benítez wystawił zawieszonego zawodnika [Denisa Czeryszewa – przyp. red.]. Mecz był dograny, ale później został anulowany. Ja na boisku pojawiłem się w 78. minucie w miejsce Jamesa Rodrígueza. Koszulka z tego spotkania wisi w szafie moich rodziców. Gdy będę miał już swój dom, to przygotuję dla niej szczególne miejsce.
– Pepe jest znany jako agresywny obrońca. Jednak w szatni poznałem go jako bardzo przyjemnego i uczynnego człowieka. W trakcie zadań taktycznych dawał mi kilka porad, jak podchodzić do atakującego rywala lub aby nigdy nie iść na raz. W ten sposób możesz równie szybko ruszyć do przodu, jak i cofnąć się w stronę swojej bramki. Tego typu kwestie zostały mi do dzisiaj.
– Jaki był Zidane w trakcie treningów? Jednego razu pracowaliśmy nad rzutami wolnymi. Żaden z nas nie potrafił się odpowiednio wstrzelić. Wówczas wziął piłkę i powiedział: „Patrzcie, panowie, tak to się robi”. I posłał piłkę prosto w okienko. To szybko nam uzmysłowiło, z jak nieprawdopodobnym piłkarzem mamy do czynienia.
– Czego nauczyłem się w Realu Madryt? Zawsze stawialiśmy na utrzymywanie się przy piłce, nawet w Castilli. Zidane często nam powtarzał, że bardzo ważne jest to, aby kilkoma podaniami zdecydowanie przyśpieszyć cyrkulację piłki. Czas między przyjęciem a podaniem powinien być jak najkrótszy. Ponadto jeszcze przed otrzymaniem futbolówki musisz się rozejrzeć, aby mieć gotowe rozwiązanie. Bardzo się wówczas rozwinąłem i zyskałem na tym, że miałem takiego trenera.
Komentarze (14)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się