Real Madryt przegrał z Efesem po bardzo emocjonującym spotkaniu. Królewscy zaprezentowali się dzisiaj naprawdę dobrze, ale zabrakło im trochę koncentracji w końcówce. Gospodarze dysponowali dzisiaj ogromną siłą pierwszej piątki. Madrytczycy natomiast opierali się na tercecie Deck – Yabusele – Hanga. Argentyńczyk rozegrał jedno z najlepszych spotkań od powrotu do stolicy Hiszpanii. Do 23 punktów dołożył 10 zbiórek.
Real Madryt od samego początku wyszedł na parkiet z dużą koncentracją. Większość pierwszych akcji kończyła się punktami, dzięki czemu to Królewscy nadawali tempo. Efes ani razu nie znalazł się na prowadzeniu, jednak trzymał się blisko za plecami madrytczyków. Kluczową rolę w zespole gospodarzy oczywiście odgrywał Micić. Blancos schodzili na przerwę z niewielką zaliczką (19:21).
Druga kwarta była znacznie inna, o wiele lepsza pod względem ofensywnym. Dawno nie można było zobaczyć tak dobrze grającego ataku Realu Madryt. Mocne wejście zaliczył Rudy, który na początku kwarty dwukrotnie trafił za trzy punkty. Znakomicie grali też Deck z Yabusele i Królewscy byli w stanie odskoczyć na 13 punktów. Wtedy do roboty wziął się Efes i dzięki serii 11:0 wrócił do gry. Madrytczycy byli w stanie częściowo odbudować przewagę przed zejściem do szatni (44:51).
Skuteczność dopisywała obu zespołom również po powrocie na parkiet, przy czym cały czas na prowadzeniu znajdował się Real Madryt. Deck prezentował niesamowity poziom i waleczność w swoim stylu. W Efesie natomiast dobre minuty rozgrywali Moerman czy Larkin. Gospodarze przy wsparciu publiczności cały czas podejmowali próby nadrobienia strat, ale podopieczni Laso na wszystko znajdowali odpowiedź. Przyjemnie oglądało się wymiany skutecznych akcji (72:79).
Niestety, skuteczności, która dopisywała we wcześniejszych kwartach, zabrakło w ostatniej i decydującej części spotkania. Efes, prowadzony przez Larkina i Moermana, rozgrzewał publiczność swoimi atakami. Real Madryt zaczął mieć problemy z kończeniem akcji i na 2 minuty przed końcem meczu gospodarze po raz pierwszy znaleźli się na prowadzeniu. Królewscy w tym kluczowym momencie zanotowali dwie kolejne straty i Efes powiększył prowadzenie (93:90). W ostatniej akcji spotkania za trzy punkty rzucił Heurtel, ale nie trafił. Francuz był dzisiaj jednym z najsłabszych ogniw zespołu.
93 – Anadolu Efes (19+25+28+21): Pleiß (11), Micić (29), Larkin (12), Anderson (5), Moerman (18), Bryant (3), Dunston (8), Beaubois (5), Simon (2).
90 – Real Madryt (21+30+28+11): Tavares (5), Williams-Goss (9), Yabusele (20), Hanga (14), Deck (23), Randolph (0), Poirier (8), Thompkins (0), Heurtel (5), Rudy (6).
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się