15 minut. Przez tyle czasu mniej więcej Real Madryt grał w piłkę nożną. Były w tym okresie też gorsze momenty, ale to, co działo się na murawie, rzeczywiście przypominało sport, w którym obie drużyny mają w teorii równe szanse.
Ale nagle Barcelona znów była u siebie w ogródku. Robiła, co chciała i jak chciała. Nawet nie ma sensu opisywanie trafień, bo byłoby to wyłącznie znęcanie się nad katastrofalnie dziś prezentującymi się obrońcami. Nie ma sensu opisanie najlepszej i kluczowej sytuacji Viníciusa.
Barcelona była dziś nieosiągalna. Brawa dla Xaviego i dla jego drużyny, bo był to wielki, największy mecz Katalończyków pod jego skrzydłami. A Real Madryt po jedenastu dniach od najlepszego meczu sezonu zagrał najgorszy, i to od lat.
Nieobecność Karima Benzemy nie może być wytłumaczeniem. To nie był zimny prysznic, to było wrzucenie na środek lodowatego oceanu. Real Madryt w lidze (jeszcze?) nie tonie, ale to było coś dużo większego niż zwykły znak ostrzegawczy.
Real Madryt – FC Barcelona 0:4 (0:2)
0:1 Aubameyang 29' (asysta: Dembélé)
0:2 Araujo 38' (asysta: Dembélé)
0:3 Ferran 47' (asysta: Aubameyang)
0:4 Aubameyang 29' (asysta: Ferran)
Real Madryt: Courtois; Carvajal (46' Mariano), Militão, Alaba, Nacho (63' Lucas); Valverde, Casemiro, Modrić, Kroos (46' Camavinga); Rodrygo (63' Asensio), Vinícius.
Barcelona: Ter Stegen; Araujo, Piqué, Eric, Alba (86' Dani Alves); Busquets, F. De Jong (71' Gavi), Pedri (86' Nico); Dembélé, Ferran, Aubameyang (71' Memphis).
Komentarze (428)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się