Fede Valverde ma dopiero 23 lata. Jest to jego czwarty sezon w Realu Madryt, gdzie wywalczył swoje miejsce pod wodzą Solariego. Jego droga w zespole zawsze była wyznaczona przez absolutną dominację tria Casemiro, Kroos i Modrić. Nigdy nie był określany mianem startera, ale był ważnym zawodnikiem, który z biegiem lat powinien stać się regularną i wartościową częścią składu Królewskich.
Jednak kontuzje, pięć w ostatnich dwóch sezonach, wliczając w to dwa zakażenia koronawirusem, sprawiły, że drużyna nie może liczyć na Urugwajczyka z pełnym przekonaniem. Przez pewien czas był niezwykle ważny dla Ancelottiego, gdy rozpoczynał się sezon. Aż nadszedł Klasyk. Na Camp Nou stracił miejsce w wyjściowym składzie i doznał poważnej kontuzji w końcówce meczu. Od tamtego czasu nie może złapać odpowiedniej ciągłości i regularności w grze.
W meczu z Granadą był zmiennikiem. Ancelotti w ostatniej chwili postawił na Camavingę kosztem Casemiro, który nabawił się zapalenia żołądka i jelit. Tamta decyzja jasno pokazała, że Francuz nie jest dobrym rozwiązaniem na pozycję defensywnego pomocnika. Real Madryt utknął w ataku i nie tworzył zagrożenia pod bramką rywala.
W połowie spotkania włoski trener naprawił sytuację. Zostawił Camavingę pod prysznicem i posłał na boisko Fede Valverde. Zmiana była radykalna. Z El Pajarito na boisku, gra Realu Madrytu była bardziej dynamiczna, bardziej energiczna i zmieniła mecz w scenariusz, w którym można było zobaczyć tylko połowę boiska, na której broniła się Granada.
Z Valverde na boisku Los Blancos zyskali pod wieloma względami. Bo jego profil jest tym, który najbardziej przypomina profil dominujących środkowych pomocników w nowoczesnym futbolu. Dlatego też takie zespoły jak Bayern czy Liverpool chciały wiedzieć, jak wygląda przyszłość Urugwajczyka. Odpowiedź dał Real Madryt, przedłużając umowę z Fede do 2027 roku.
Teraz nadchodzi moment, w którym sezon nabiera kształtu ostatecznej oceny. Jeśli kontuzje będą go mijać, powinien być cennym elementem w planach Ancelottiego. I to nie tylko jako element dozujący świętą trójcę w pomocy. Bo za każdym razem, gdy gra, daje argumenty, by mieć miejsce w drużynie. Wiadomo, że w 4-3-3 nie jest mu łatwo wejść, ale wiadomo też, że Ancelotti musi postarać się, aby Urugwajczyk poczuł się ważny. Ponieważ Real Madryt potrzebuje takiego Vallverde, jakiego oglądaliśmy w niedzielę.
Komentarze (42)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się