Real Madryt długo czekał na zdobycie trofeum, ale dzisiejszy mecz był kropką nad i. Biorąc pod uwagę formę ostatnich tygodni czy miesięcy Królewscy bez wątpienia są najrówniejszą i najlepszą drużyną w Hiszpanii, co w Arabii Saudyjskiej trzeba było potwierdzić. Najpierw pokonali Barcelonę, dziś poradzili sobie z Athletikiem, a zwycięstwo właściwie nawet na moment nie było zagrożone, co wcale nie znaczy, że nie mogliśmy się martwić.
Ale gdy masz Thibaut Courtois, życie jest łatwiejsze i piękniejsze. Belg dziś miał bardzo mało pracy, ale w jedynym momencie, w którym w ogóle mógł cokolwiek pokazać, zrobił to w znakomity sposób. To dzięki jego obronionemu rzutowi karnemu Real miał bardzo spokojną końcówkę, która spokojna wcale być nie musiała.
Real Madryt był dziś jednak lepszy od rywala i nie można przypisywać zasług jednemu piłkarzowi. Na boisku wyróżniał się też Luka Modrić, autor pierwszego trafienia. Athletic bardzo długo nie mógł zrobić praktycznie nic, a na pierwszy celny strzał czekał do 81. minuty.
Królewscy nie popełnili dziś wielu błędów. Gdy idzie dobrze, ale nie zjawiskowo, można zawsze przyczepić się dwóch rzeczy: braku zabicia meczu na wczesnym etapie i braku rotacji. Tę drugą kwestię trzeba dziś pominąć, bo rotowanie w finale brzmi jak niezbyt zabawny żart. Wydaje się za to, że Real był dziś rzeczywiście za dobry, by w 87. minucie trochę zmartwić się o wynik.
Ale powodów do narzekania dziś nie ma. Znów możemy się zadowolić zwycięstwem, a nie tak zwaną honorową porażką.
Athletic Club – Real Madryt 0:2 (0:1)
0:1 Modrić 38' (asysta: Rodrygo)
0:2 Benzema 52' (rzut karny)
Real Madryt: Courtois; Lucas (90'+1' Nacho), Militão, Alaba, Mendy; Casemiro, Kroos, Modrić; Vinícius (86' Marcelo), Rodrygo (64' Valverde), Benzema.
Athletic: Simón; De Marcos, Yeray, Iñigo Martínez, Balenziaga (58' Yuri Berchiche); Berenguer (46' N. Williams), Dani García, Zarraga (58' Vesga), Muniain (81' Serrano); Sancet (58' Raúl García), I. Williams.
Komentarze (502)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się