Niełatwo jest opuszczać Real Madryt, dzierżąc kapitańską opaskę i grać pierwsze skrzypce w ostatnim sezonie. Niewielu piłkarzy miało to szczęście, by opuszczać klub w glorii. Udało się to Pirriemu, którego ostatnie zdjęcie w klubie jego życia zrobiono w czerwcu 1980 roku, kiedy wznosił Puchar Króla po ograniu Castilli. W tamtym sezonie rozegrał 36 spotkań i zgromadził niemal 3000 minut. Santillana i Camacho, którzy opuszczali stolicę Hiszpanii w odstępie roku, żegnali się z Bernabéu imprezą z okazji zdobycia mistrzostwa Hiszpanii.
Legendy takie jak Sanchís i Chendo odchodzili w sezonach sukcesów, jednak ich rola w drużynie od dłuższego czasu była drugoplanowa. Stoper, który wygrywał z zespołem Ligę Mistrzów w 1998 i 2000 roku, odszedł z honorami w roku 2001, jednak w sezonie rozegrał tylko 9 spotkań. Chendo przestał grać w lutym 1998 roku w sezonie, który zakończył się zdobyciem La Séptimy.
Koniec przygody z Królewskimi innych kapitanów nie ma nic wspólnego z powyższymi przypadkami. Mogą to opowiedzieć Carillas, Raúl czy Hierro, który odeszli z klubu w sposób nieadekwatny do tego, co osiągnęli i ile znaczyli dla Królewskich.
Marcelo powinien opuścić Real Madryt w wielkim stylu. Nie ma znaczenia, czy wygra jeszcze jeden, czy dwa tytuły. Nieważne, że gra mało i nie ma też co zwracać uwagi na jego niezadowolenie, jeśli takowe będzie okazywał, z uwagi na swoją sytuację. Na przestrzeni tych niemal 15 lat w Realu Madryt z pewnością popełniał błędy, które z biegiem czasu dostrzeże i przyzna, jak jego relacje z Solarim. Jednak Marcelo jest częścią najpiękniejszej historii Realu Madryt. Jest legendą z wadami, które mamy wszyscy. To boczny obrońca, który naznaczył koniec i początek epoki, jedyny w swoim rodzaju. Fenomen.
Komentarze (47)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się