Jego reprezentant nawet nie widział, jak gra. Jedynymi ciepłymi słowami podnoszącymi go na duchu były te, które usłyszał od ojca, kierowcy ciężarówki angolskiego pochodzenia. Brzmiały one: Randy, teraz albo nigdy!. – Przyjechałem na testy, ale nie miałem pewności, czy zostanę tu choćby tydzień. Żeby przeżyć, musiałem pracować jako sprzątacz szatni za 300 euro miesięcznie – wspomina piłkarz, który dzisiaj wystąpi na stadionie Realu Madryt.
Historia Nteki rozpoczęła się w Paryżu, gdzie włóczył się biednymi dzielnicami, a jedyną odskocznią od przemocy i desperacji była piłka nożna. To również historia niedożywionego imigranta bez środków, który dietę opierał na kanapkach w madryckiej dzielnicy Carabanchel. – Moja matka robiła wszystko, bym nie popadał w kłopoty. Dlatego też zawsze grałem w piłkę, by uciec od podłego życia. Kiedy wychodziłem z domu, nigdy nie miała pewności, że wrócę w jednym kawałku – dodaje w wywiadzie z El Mundo piłkarz Rayo.
Tamta zima 2017 roku i Mercedes, którym dziś jeździ Randy, pokazują, jaką drogę przebył. Pierwszym klubem Francuza w Madrycie był Betis San Isidro. – Nteka miał zamknięte w zasadzie wszystkie drogi, ponieważ okienko zdążyło się zamknąć. Zadzwonił do nas jego agent. Znaliśmy go, ponieważ specjalizował się w afrykańskim rynku. Kiedy zobaczyliśmy Randy'ego, od razu zauważaliśmy, że wybija się poziomem ponad resztę – opowiada Pablo García Rojo, legendarny zarządca klubu. San Isidro to amatorska drużyna, gdzie zawodnicy nie zarabiają nawet eurocenta. Nteka nie miał być tutaj wyjątkiem. – Pomogliśmy mu na tyle, na ile mogliśmy. Zaoferowaliśmy mu prace porządkowe, by mógł opłacić sobie dzielony ze współlokatorem pokój. Zajmował się wszystkim po trochu: od pilnowania stadionu, po dbanie o czystość – dodaje. Pieniądze pochodziły rzecz jasna od składek opłacanych przez socios, a także z kieszeni samej dyrekcji.
Sam Randy nie ma problemów z opowiadaniem o swojej przeszłości. – Z początku chciałem wracać do Paryża. Po dwóch miesiącach zadzwoniłem do mojego ojca i powiedziałem mu, że dłużej już nie mogę. Byłem w tamtej chwili przekonany, że futbol nie jest dla mnie. Nie chciałem przez niego cierpieć, cały czas miałem przecież rodzinę. Ojciec nalegał jednak, bym wytrzymał. Był pewien, że nadejdzie mój moment – wyznaje szczerze. Treningi prawie zawsze zazębiały się z powierzaną mu pracą. Musiał jakoś zarabiać na życie. – Wiedzieliśmy aż za dobrze, że on o nic nie będzie chciał prosić. W jego wieku i przy tej budowie ciała to jednak normalne, że je się dużo. Czasami przynosiliśmy mu więc dodatkowe kanapki – kontynuuje z kolei García Rojo.
Życie Nteki poza piłką niewiele różniło się od tego, jakie wiedli imigranci walczący o przeżycie. – Kiedy widzę w telewizji ujęcia osób przybywających tu na tratwach, czuję się tak, jak oni. Byłem tu bardzo osamotniony, nie znałem ani słowa po hiszpańsku. Ja także chciałem zmienić swoje życie i poprawić moją sytuację. Takie obrazki zawsze mocno mnie poruszają, ponieważ przez nie znów jakbym czuł wszystko to na własnej skórze.
Dziś Randy jest jedną z rewelacji La Ligi, do tej pory zdobył trzy bramki i zaliczył dwie asysty w 12 meczach. Pomocnik ma niesamowity ciąg, który uzupełnia swoją budową ciała (189 centymetrów wzrostu). – Najwięcej na każdym treningu uczę się od Radamela Falcao, ponieważ w tym sezonie często występuję na pozycji środkowego napastnika. Lubię również grać u boku Óscara Trejo. Jest jednym z tych graczy, w których przypadku wiesz, że jeśli ma piłkę przy nodze, to coś się wydarzy.
Latem 2017 roku Nteka wrócił na parę dni do domu, gdy zadzwonił jego reprezentant. – Powiedziałem mu, że nie wrócę do Hiszpanii, jeśli nie znajdzie mi jakiegoś dobrego klubu. Powiedział mi, że rozpocznę sezon w rezerwach Rayo. Moje nazwisko figurowało już nawet na oficjalnej stronie internetowej – kontynuuje wspominki. W drużynie nie było wielu wolnych miejsc, a Luis Cembranos także nie do końca mu ufał. Wszystko zmienił jednak sparing z Fuenlabradą. – Ich dyrekcja sportowa zobaczyła mnie w akcji i postanowiła skontaktować się z moim agentem. Nie chciałem iść do Fuenlabrady, ponieważ znajdowałem się w rezerwach klubu o uznanej marce – mówi szczerze. Fuenlabrada jednak nie odpuszczała. Koniec końców transakcja została dopięta. – Płacili mi 800 euro miesięcznie, ale tym razem za grę w piłkę. Poza tym mogłem zamieszkać w mieszkaniu bez martwienia się o koszty najmu.
7 stycznia 2018 roku Nteka zadebiutował w Segunda B, witając się od razu golem przeciwko Fabril. To było jednak dopiero preludium tego, co miało się dziać dalej. Po dwóch sezonach na trzecim poziomie rozgrywkowym, zdobyciu 12 bramek i zanotowaniu ośmiu asyst Rayo ponownie zwróciło na niego uwagę. Włodarze wyprzedzili w działaniach Granadę i podpisali z Randym kontakt. Z rezerwami Rayo wiąże się jeszcze pewna dość zabawna anegdota. – Do klubu trafiłem z o wiele skromniejszego zespołu. Kiedy doznałem kontuzji, zostałem przez parę dni w domu. Zadzwonił do mnie mój agent i spytał, co się stało, ponieważ od kilku dni mnie nie widziano. A ja po prostu nigdy nie miałem styczności z fizjoterapeutami. Opowiedziałem wszystko i powiedziano mi, że mam stawić się u klubowego lekarza.
Przed rozpoczęciem potyczki z Realem Madryt Nteka jak zawsze porozmawia z Samuelem, swoim przyjacielem jeszcze z paryskich czasów. Zadzwoni także do domu, ponieważ ma pięcioro rodzeństwa i rodziców, których wspiera materialnie. – W Saint-Ouen ojciec zawsze pokazywał mi Stade de France i powtarzał mi, że któregoś dnia tam zagram. W tamtych czasach uwielbiałem Henry'ego, dziś jednak dużo bliższy jest mi Zidane – wyznaje. W świątyni francuskiego futbolu nie było mu jeszcze dane wystąpić, ale dzisiejszy mecz na obiekcie Królewskich na pewno zadziała mu na wyobraźnię w co najmniej takim samym stopniu.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się