Real Madryt po raz trzeci z rzędu nie zdołał odnieść zwycięstwa. Można już mówić o kryzysie, zwłaszcza przez to, co podopieczni Carlo Ancelottiego wyczyniają w defensywie. Niestety z przodu nie było wiele lepiej. Wróciły grzechy, które znamy aż za dobrze. Brak koncentracji w obronie, brak realnej odpowiedzi na pomysł przeciwnika i brak pomysłu w ataku. Gdy do tego doliczymy dobrą dyspozycję przeciwnika, przepis na porażkę był gotowy.
Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie, ale w 17. minucie długie posiadanie piłki Espanyolu skończyło się rajdem Embarby i strzałem popularnego RDT. Być może trudno znaleźć głównego winnego straty gola na 0:1, ale na pewno i Alaba, i Militão, i Lucas mogli zachować się dużo lepiej. Jeden nie zdążył, drugi nie asekurował, trzeci nie pokrył.
Po tym golu gra Królewskich niestety się nie zmieniła. W dalszym ciągu były problemy z tworzeniem sytuacji i niemal każdy zawodnik pierwszej i drugiej linii rozgrywał słabe zawody. Kroos i Modrić byli nie do poznania, proste błędy zdarzały się także Valverde czy Benzemie, a Camavinga od momentu otrzymania żółtej kartki musiał grać na pół gwizdka. W przerwie Ancelotti dokonał zmiany, zdjął właśnie zagrozonego Camavingę i wprowadził Rodrygo. To może zmieniło rozpiskę taktyczną, ale nie odmieniło wrażeń artystycznych.
Kwadrans po wznowieniu gry wydarzyło się coś, co bardzo trudno zrozumieć. Faul-widmo Viníciusa i rzut wolny rozegrany ze środka pola skończył się skompromitowaniem Nacho przez Aleixa Vidala i trafieniem na 2:0 dla gospodarzy. Stoper Królewskich dał się minąć jak dziecko, ale brak jakiejkolwiek asekuracji i autostrada dla pomocnika Espanyolu wiele mówiła o tym spotkaniu. Zawodnicy Realu znów zapomnieli o tym, że nawet gdy chcą gonić wynik, nie mogą zapominać o defensywie.
Przez całą drugą połowę Real miał przewagę, ale kompletnie nie mógł tego wykorzystać. W ataku mylili się niemal wszyscy, a impuls w postaci fantastycznej akcji i trafieniu Benzemy nie wystarczył, by pójść za ciosem. Trudno zremisować mecz, gdy w ostatniej akcji polegasz na dośrodkowaniu Lucasa, a gdy Courtois wbiega w pole karne rywala, rozgrywasz na krótko i dośrodkowujesz do Militão, którego pod bramką rywala najwyraźniej hamuje duch Varane'a…
RCD Espanyol – Real Madryt 2:1 (1:0)
1:0 De Tomás 17' (asysta: Embarba)
2:0 Aleix Vidal 60' (asysta: Bare)
2:1 Benzema 71' (asysta: Jović)
Espanyol: Diego López; Óscar Gil (82' Vilà), Sergi Gómez, Cabrera, Pedrosa; Bare, Darder (82' David López), Melendo (58' Morlanes); Aleix Vidal (64' Nico), Embarba (64' Wu Lei), De Tomás.
Real Madryt: Courtois; Lucas, Militão, Alaba, Nacho; Camavinga (46' Rodrygo), Modrić (62' Jović), Kroos (62' Casemiro), Valverde; Vinícius (72' Hazard), Benzema.
Komentarze (738)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się