Na przestrzeni ostatnich lat zestawianie pierwszej jedenastki Realu Madryt zaczynało się od nazwiska Casemiro. Brazylijski pomocnik nie miał w zespole naturalnego zmiennika, a to oznaczało, że praktycznie w żadnym momencie sezonu nie mógł liczyć na odpoczynek. Każda jego niezaplanowana absencja była dla Zinédine'a Zidane'a istną łamigłówką, której nie potrafił rozwiązać. Nie dziwi więc fakt, że jednym z głównych zadań Carlo Ancelottiego na ten sezon było doprowadzenie do tego, aby Casemiro przestał być zawodnikiem niezastąpionym.
„Niełatwo jest znaleźć taką jakość defensywną, jaką gwarantuje Casemiro. Najlepiej by było, gdyby mógł grać zawsze. Jeśli jednak go zabraknie, będziemy musieli nieco zmienić nasz plan i strategię całego zespołu. Jednym z rozwiązań byłoby postawienie na parę pivotów” – tak na sobotniej konferencji prasowej całe zagadnienie opisał Carletto. I jak powiedział, tak też zrobił
Zaledwie kilka dni później w meczu z Mallorcą Casemiro zasiadł na ławce rezerwowych, a parę środkowych pomocników utworzyli Eduardo Camavinga i Fede Valverde. Zwłaszcza w przypadku młodego Francuza z Rennes od samego początku jasnym było, że jego transfer otwiera przed sztabem technicznym Królewskich wiele nowych opcji i rozwiązań. Wobec takiego stanu rzeczy niesamowicie eksploatowany 29-letni Brazylijczyk (w trzech z czterech ostatnich sezonów był zawodnikiem z pola z największą liczbą rozegranych minut) w końcu może liczyć na oddech.
Ponadto środowe starcie z przyjezdnymi z Balearów przyniosło ze sobą sytuację, której nie widzieliśmy od prawie dwóch i pół roku. W pierwszym składzie Realu Madryt nie wyszedł nikt z żelaznej trójki Casemiro – Toni Kroos – Luka Modrić. Ostatni taki przypadek miał miejsce 31 marca 2019 roku w meczu z Huescą (zwycięstwo 3:2). Trzeba było w sumie 1015 dni i 118 rozegranych spotkań, aby sytuacja ta się powtórzyła.
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się