Menu
Airwolf / Hugo

Polska FC – Real Madryt; relacja i fotoreportaż

Piłkarskie mecze charytatywne dawno przestały budzić sensację samym faktem odbywania...

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Piłkarskie mecze charytatywne dawno przestały budzić sensację samym faktem odbywania się. Stały się za to pożądanym piłkarskim „towarem" jako okazja do zebrania w jednym miejscu wielu wybitnych piłkarzy, a czasem też przedstawicieli innych dyscyplin sportu (bywa nawet, że i w ogóle nie sportowców). Wszyscy oni chętnie wspierają akcje mające na celu wsparcie ludzi, dla których los był daleko mniej łaskawy, a już nie sposób odmówić, gdy na takim meczu skorzystać mają najmłodsi. A właśnie dla dzieci – konkretnie: dla Stowarzyszenia SERDECZNI działającego na rzecz dzieci niepełnosprawnych oraz nieuleczalnie chorych – specjalizująca się w transporcie i logistyce firma GEFCO Polska zorganizowała w ramach akcji pod hasłem „Knock-Out Dystrofii – Ratujemy Życie", mecz, w którym rywalami drużyny grającej pod szyldem Polska FC byli seniorzy Realu Madryt na czele z Emilio Butragueńo i Santillaną.

Przyjazd legendarnych piłkarzy najbardziej utytułowanego klubu w historii wzbudził wielkie zainteresowanie wśród piłkarskich fanów w Polsce, tym bardziej, że wstęp na mecz był darmowy, a od kibiców pobierano jedynie dobrowolne datki. Trzeba jednak wspomnieć, że piłkarskie święto w ł?odzi mogło się w ogóle nie odbyć, gdyż nad miastem całe popołudnie wisiały deszczowe chmury, z których raz po raz siąpił deszczyk. Tomasz Zubilewicz z TVN Meteo, jeden z rezerwowych ekipy Polska FC, zapewniał jednak, iż ulewa nie przeszkodzi w rozegraniu meczu. I faktycznie, lunęło dopiero kilkanaście minut po końcowym gwizdku Jacka Granata, a przed tą chwilą działo się, oj, działo.

Gromkie brawa odpowiadały spikerowi, gdy wymieniał sponsorów, honorowych gości czy wreszcie zawodników Realu Madryt, ale prawdziwą burzę oklasków dało się słyszeć dopiero, kiedy anonsowani byli piłkarze Polska FC. A już prawdziwy szał wywołało wymienienie nazwiska Stefana Majewskiego, niegdyś obrońcy medalowej reprezentacji Polski z 1982 roku, a obecnie trenera faktycznego gospodarza tego meczu, Widzewa ł?ódź. Zapewne równie gorąco powitano by Zbigniewa Bońka, widzewiaka przez siedem lat, ale niestety występ uniemożliwiła mu kontuzja.

Przed meczem piłkarze obu drużyn pokazali się kibicom na kilkuminutowej rozgrzewce. Jedni i drudzy szybko pokazali, że nie zapomnieli, jak się kopie piłkę, ale zdecydowanie efektowniej wypadli Hiszpanie, ćwiczący długie podania, popisujący się panowaniem nad piłką, podczas gdy Henryk Kasperczak zaordynował swoim podopiecznym rozgrzewkę bardziej skoncentrowaną na motoryce. Gdy schodzili do szatni, by za chwilę wrócić już filmowani przez kamerzystów TVP 3 ł?ódź, na trybunie prasowej dało się słyszeć komentarze „Real nas rozjedzie…", jasno udowadniające, że kunszt techniczny Królewskich zrobił należyte wrażenie na widzach. Zapytani tuż przed meczem o końcowy wynik dziennikarz Tomasz Kammel i były piłkarz Jacek Ziober typowali odpowiednio 5:0 i 6:5 dla Realu Madryt. Nie dał się niestety namówić na wytypowanie rezultatu komentator Polsatu, Mateusz Borek, chyba zniechęcony pytaniami „Gdzie jest Roman?".

Powracających na murawę piłkarzy powitano na stojąco, a był to zaledwie wstęp do wspaniałej oprawy przygotowanej przez kibiców, zwłaszcza na trybunie pod zegarem. Jedyna zorganizowana grupa kibiców Realu Madryt w ogólnodostępnych sektorach zasiadła za bramką 48-letniego Paco Buyo. Poza tą grupką kibice Realu Madryt byli rozproszeni pomiędzy fanów mających tylko jeden cel – pomóc Polakom w zwycięstwie.

Mecz rozpoczęli gospodarze, ale szybko stracili piłkę i już od pierwszych sekund widać było, że to Madryt jest ekipą piłkarsko lepszą – gdy tylko dochodzili do piłki, ruszali w kierunku bramki Józefa Młynarczyka, a akcje ofensywne Królewskich przerywały jedynie błędy przeprowadzających je piłkarzy. Polacy, choć przecież sroce spod ogona nie wypadli, zwyczajnie nie byli w stanie dotrzymać kroku jednym z niegdyś najlepszych piłkarzy świata. Skutek takiej dominacji mógł być jeden: już w 4. minucie po precyzyjnym dośrodkowaniu z lewego skrzydła piłka zatrzepotała w bramce Polska FC. Przez chwilę wydawało się, że gol był samobójczy, ale jednak zdobywcą bramki okazał się Aflonso.

Po otwarciu wyniku Real Madryt ani myślał dać rywalom chwili wytchnienia i przy akompaniamencie puszczanych przez głośniki piosenek wciąż parł pod bramkę Młynarczyka z taką finezją, że na dobrą sprawę potrzeba było dwóch Polaków, by któremukolwiek z Hiszpanów odebrać piłkę. Przyjezdnym brakowało jednak szybkości i precyzji podań. Gospodarze tymczasem nie byli w stanie przedostać się w pole karne Buyo, a gdy się do niego zbliżali, albo przerywali akcję obrońcy, albo odważnie interweniował poza „szesnastką" sam Paco Buyo, któremu przez pierwsze 25 minut mogło się nudzić między słupkami. Zupełnie inaczej miała się sytuacja jego vis á vis – Real Madryt, jako się rzekło, przypuszczał atak za atakiem, prowadzony przez wyśmienicie dysponowanego (i wciąż jeszcze młodego) Alfonso i Józef Młynarczyk musiał interweniować przynajmniej sześć razy, zanim wreszcie pierwszy strzał oddali Polacy.

Henryk Kasperczak dobrze reagował na wydarzenia na murawie, już około 20. minuty wprowadzając nowych piłkarzy, a przede wszystkim Jana Urbana, który w dalszym rozrachunku okazać się miał jednym z najlepszych aktorów tego spektaklu. Dobrze prezentował się też drugi rezerwowy, Roman Kosecki, któremu nawet jeśli chwilami brakowało szybkości, to ani na moment nie zabrakło ambicji. Z równie wielką determinacją grał Piotr Rzepka, który skutecznie uprzykrzał grę Emilio Butragueńo. W Realu Madryt, poza Alfonso i – mimo wszystko – el Buitre na wyróżnienie zasłużył Andrés Sabido Martín wyśmienicie spisujący się w obronie Królewskich.

Trener Królewskich, Amancio Amaro, legendarny zdobywca Mistrzostwa Europy z reprezentacją Hiszpanii w 1964 roku, pierwszej zmiany dokonał dopiero po 30 minutach; na murawie pojawił się José Jesús Mesas Puerta.

Powoli Polacy zaczęli stawać się coraz bardziej pewni swego, nawet Marek Jóźwiak, obrońca przecież, odważył się puścić piłkę między nogami Adolfo Aldany Torresa, choć taka zabawa o mało nie skończyła się utratą gola. Na szczęście dla Polska FC Butragueńo nie dobiegł do tej piłki, a sztuczka byłego defensora Legii zmobilizowała podopiecznych Henryka Kasperczaka. Chwilę później piękną solową akcję przeprowadził Piotr Świerczewski, ale choć minął po drodze trzech rywali, nie potrafił uświetnić rajdu celnym strzałem. Coraz lepiej grał też Urban, ale i jemu nie udało się w pierwszej połowie zdobyć gola, choć dwa razy zabrakło naprawdę niewiele; szczególnie piękny był drugi strzał, gdy pogromca Realu Madryt z 1990 roku przerzucił piłkę piętą ponad głową. Walka stawała się coraz ostrzejsza, i chociaż Jacek Granat nie musiał odgwizdywać przekraczania przepisów, to piłkarze obu drużyn coraz częściej zaliczali bezpośredni kontakt z murawą.

W ostatnich kilku minutach piłkarze odprężyli się jednak i w składzie Polska FC na murawie pojawili się Klaudiusz Sevković i Maciej Zegan.

W przerwie odbył się konkurs rzutów karnych dla najmłodszych, a tuż przed powrotem piłkarzy na murawę kibice z najwyższego rzędu trybuny pod zegarem odpalili czerwone race, tworząc piękną oprawę dla ich biało-czerwonej flagi.

Drugą odsłonę rozpoczęli madridistas i znów od początku przyciskali Polaków to na skrzydłach, to w środku, zmuszając Młynarczyka do licznych interwencji. Jego koledzy z pola wzięli się do roboty dopiero, gdy przebrzmiały ostatnie tony piosenki Michała Milowicza. Wciąż jednak mieli wiele problemów ze sforsowaniem defensywy gości z Madrytu, a gdy już się to udawało, nie byli w stanie dobrze wycelować. Emocji jednak nie brakło.

Najpierw fantastycznego gola zdobyć mógł Roman Kosecki, ale jego strzał z rzutu wolnego był minimalnie źle wycelowany – szedł tuż pod poprzeczkę, ale na tyle blisko Bodo Illgnera, który po przerwie wszedł w miejsce Buyo, że ten zdołał przerzucić piłkę ponad bramkę na rzut rożny. Chwilę później, po tym właśnie stałym fragmencie, piłki dopadł Majewski, a z linii wybijać ją musiał de las Heras García.

Minutę później na murawie pojawił się Krzystof „Gucio" Warzycha, żywa legenda ateńskiego Panathinaikosu (w tym samym czasie Santillanę zmienił Iván Pérez Muńoz) i Polacy jeszcze mocniej ruszyli do przodu. Real Madryt wciąż atakował, ale z meczu do jednej bramki wreszcie przemienił się w spotkanie na zasadzie akcja za akcję. Dobrą sytuację wypracował sobie Dariusz Dziekanowski, w 15. minucie drugiej polowy potężnym strzałem z dystansu Illgnera próbował zaskoczyć Świerczewski i wydawało się, że już za chwilę Polska wyrówna, gdy w polu karnym po faulu Majewskiego upadł Amavisca. Do piłki podszedł sam poszkodowany i pewnym strzałem pokonał wprowadzonego wcześniej za Młynarczyka Zbigniewa Robakiewicza.

Królewscy w tym momencie jakby ożyli – znów ruszyli naprzód i gdyby nie ryzykowna interwencja byłego golkipera ł?KS-u i Widzewa, Amavisca strzeliłby drugiego gola. W rewanżu próbował Marek Koźmiński, ale przy taktach piosenki „Hands up" jego strzał w krótki róg wyśmienicie wybronił Illgner. Dwie minuty później murawę opuścił Butragueńo – cały stadion pożegnał go owacją na stojąco.

Ledwie El Buitre usiadł na ławce rezerwowych, a pan Jacek Granat odgwizdał faul w naszym polu karnym na Warzysze. Blancos protestowali, szczególnie energicznie autor faulu, Mesas Puerta, bo karny faktycznie był problematyczny, ale arbiter pozostał nieubłagany. Była to druga tego dnia kontrowersyjna decyzja sędziego. W pierwszej połowie jeszcze, po sygnalizacji asystenta, uznał, że Torres był na spalonym, podczas gdy w momencie podania miał przynajmniej dwa metry do ostatniego obrońcy. Wracając do karnego, do piłki podszedł Jan Urban – jak potem wspominał: tylko dlatego, że wszyscy inni się odwrócili od piłki – i bez problemów zmusił Illgnera do kapitulacji.

Z głośników po raz drugi tego wieczora popłynęły dźwięki piosenki Michała Milowicza, którą proponuje jako „hymn" polskiej reprezentacji na Mistrzostwa Świata i nie minęło nawet kilkanaście sekund, a Robakiewcza zatrudnił Vázquez. Wyglądało na to, że wbrew tekstowi utworu Polska nie wygra meczu, bo akurat rozbrzmiewał ostatni refren utworu, kiedy po pięknym podaniu Amaviski gola zdobył Iván Pérez Muńoz. Trochę zawinił w tym momencie Robakiewicz, którego piłka trafiła w nogę i do siatki zwyczajnie się wtoczyła.

Polacy walczyli do końca, pod wodzą Jana Urbana ciągnęły ataki na bramkę Realu Madryt, ale i goście walczyli o podwyższenie wyniku. Nie ustępowali też sędziemu, gdy ten podejmował decyzje na ich niekorzyść, niezależnie od tego, kto tak naprawdę miał rację. Dla madryckich obrońców takie sprzeczki musiały być męczące, bo w końcówce haniebnie zaspali i Marek Jóźwiak zdobył drugiego gola dla Polaków. Takim wynikiem skończyło się spotkanie. Gospodarze starali się jeszcze o wyrównanie, ale dwie okazje, jakie sobie stworzyli, zmarnowali.

Spotkanie stało na doskonałym poziomie, co potwierdzili po meczu zawodnicy jednej i drugiej drużyny. Patrząc na niektórych Blancos, aż nie można było uwierzyć w zaawansowany wiek niektórych graczy. Jednak gdy po meczu zostali zapytani, czy nie lepiej wspomagać z taką formą pierwszą drużynę Realu Madryt, wszyscy odpowiadali śmiechem i wymownym "nie, to nie dla mnie". Może i nie, ale nie sposób nie zgodzić się, że tego chłodnego majowego wieczora kibice na stadionie Widzewa byli świadkami wspaniałego wydarzenia, zarówno od strony sportowej, jak i czysto ludzkiej. Nieważne, czy wynik brzmiał 2:3 czy 3:2, bo nie o zwycięstwo przecież chodziło. W madryckiej drużynie najlepsi byli Butragueńo, Amavisca i Alfonso, ale równie dobrze mogliby być najlepszymi Illgner i Buyo. Czemu nie, skoro Młynarczyk mógł być jednym z lepszych piłkarzy Polska FC? To wszystko, te statystyczne drobiażdżki, tak naprawdę miały marginalne znaczenie wobec piękna tego widowiska, które zakończone zostało wzruszającą ceremonią przekazania okolicznościowych pucharów podczas spotkania chorych dzieci z piłkarzami na środku murawy. Spiker relacjonował, że piłkarze i dzieci mieli łzy wzruszenia i szczęścia w oczach. I kto wie, czy to właśnie nie jest najlepszy dowód słuszności całego przedsięwzięcia.

Polska FC: Józef Młynarczyk, Zbigniew Robakiewicz, Stefan Majewski, Marek Jóźwiak, Marek Świerczewski, Waldemar Prusik, Dariusz Kubicki, Dariusz Wdowczyk, Roman Wójcicki, Waldemar Matysik, Piotr Rzepka, Piotr Świerczewski, Krzysztof Warzycha, Jan Urban, Mirosław Trzeciak, Roman Kosecki, Dariusz Dziekanowski, Jacek Ziober, Grzegorz Mielcarski oraz Henryk Kasperczak i Antoni Szymanowski jako trenerzy

Real Madryt: Adolfo Aldana, Emilio Amavisca, Francisco Buyo, Santiago Aragón, Alfonso Pérez, Ivan Pérez, Francisco Garcia Hernandez, José Liz Morales, Juan Manuel Martínez, Eugenio "Geni" Martínez, Andres Sabido, Isidro Diaz, Garcia Perez, Rafael Martin Vazquez, Ricardo Gallego, Sergio Fernandez, Jesus Mesas, Francisco Perez Duran, Angel de las Heras, Bodo Illgner, José Luis Sanchez Barrios, Emilio Butragueńo

Uwaga! Ilość materiałów do przetworzenia jest doprawdy ogromna, więc spodziewać się możecie jeszcze kilku tekstów poświęconych temu meczowi, które publikować będziemy w ciągu kilku najbliższych dni.

1. Stadion przed meczem (widok z trybuny prasowej)
2. Dariusz Dziekanowski i - także Dariusz - Kubicki
3. Jan Urban i Adam Nawałka
4. Dariusz Kubicki, Marek Koźmiński, Piotr Świerczewski, Roman Kosecki (odwrócony), Dariusz Dziekanowski (z tyłu), Klaudiusz Sevković, Tomasz Zubilewicz
5. Podobny zestaw: Roman Kosecki (znów odwrócony), Marek Koźmiński, Piotr Świerczewski, a w tle po lewej Klaudiusz Sevković
6. Real Madryt podczas rozgrzewki
7. Wciąż rozgrzewka
8. I jeszcze rozgrzewka
9. Samotny Sęp
10. A tu już rozgrzewają się gospodarze
11. Andrzej Szarmach
12. Henryk Kasperczak i Stefan Szczepłek, a za nimi Tadeusz Fogiel
13. Powrót na murawę; w centrum zdjęcia Stefan Majewski, z tyłu Emilio Amavisca i dalej w prawo: Vazquéz, Matysik, Butragueńo i Wójcicki
14. Kopnąć?
15. Vazquéz i Amavisca patrzą na trybunę prasową, gdzie redaktorzy RealMadrid.pl trzymali flagi: Hiszpanii i Realu Madryt
16. Trybuna za bramką Buyo (na przeciwko zegara)
17. Ostatnie chwile przed pierwszym gwizdkiem
18. Piłka od początku meczu wędrowała pod polskie pole karne (przy futbolówce Jóźwiak)
19. Pierwszy korner dla Królewskich
20. Santillana - zbyt szybki, by aparat mógł go uchwycić
21. Red. Hugo, Andrés Sabido Martín, Piotr Rzepka, Krzysztof "Diablo" Włodarczyk, Piotr Świerczewski i sędzia-asystent Leszek Saks
22. Piękna oprawa na trybunie pod zegarem
23. Rozgrzewa się Krzysztof Warzycha
24. El Buitre właśnie opuścił murawę; za chwilę Polska strzeli gola
25. Już po meczu
26. Spotkanie z chorymi dziećmi
27. Konferencja prasowa Hiszpanów; od lewej: Alfonso, Buyo, Santillana
27. Konferencja prasowa Polaków; od lewej: przedstawiciel GEFCO Polska, A. Szarmach, H. Kasperczak, R. Kosecki, J. Urban

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!