– W Brazylii szło mi bardzo dobrze, dużo grałem. Miałem oferty z kilku innych klubów, jak Roma i Deportivo La Coruña, które było wtedy topową drużyną. Razem z Realem i Barceloną walczyli o tytuł w lidze hiszpańskiej. Finansowo propozycje były bardzo podobne, ale ze względu na ich wielkość ostatecznie wybrałem Real Madryt.
– Gdybym poszedł do Romy lub Deportivo, mógłbym grać pięć lub sześć kolejnych lat w tym samym zespole. Na pewno zdziałałbym więcej w Europie niż w Realu Madryt. Z zawodowego punktu widzenia muszę powiedzieć, że to był zły wybór, ponieważ z roku na rok mnie nie wykorzystywali, ciągle byłem wypożyczany. W końcu nie zapuszczasz nigdzie korzeni, zostajesz na jeden sezon, a potem wracasz.
– Nie rozegrałem żadnego oficjalnego meczu dla Realu Madryt. Każdego roku przygotowywałem się, trenowałem przed sezonem, grałem mecze towarzyskie. W dwóch meczach przedsezonowych spisałem się bardzo dobrze, byłem niemal pewny, że zostanę w składzie. Niestety nie udało mi się wywalczyć miejsca.
– Byłem w Realu w czasie fantastycznego pokolenia, pokolenia galácticos, a na mojej pozycji byli Figo, Beckham, Zidane, Raúl i Savio, który również był wyjątkowym graczem. Skończyło się na tym, że straciłem miejsce, ponieważ na mojej pozycji było wielu wyjątkowych zawodników. Doświadczenie wyjazdu do Europy z klubem tej wielkości i możliwość dzielenia kilku lat z tymi zawodnikami było fantastyczne. Trenerem był Vicente Del Bosque, który z Hiszpanią zdobył nawet Mistrzostwo Świata w 2010 roku. Rozmawialiśmy bardzo szczerze, był świetnym trenerem i wspaniałym człowiekiem. Powiedział: „Rodrigo, masz niewiarygodną jakość, ale konkurencja tutaj jest dziś niesprawiedliwa. Musisz więc znaleźć sobie inne miejsce do gry w piłkę”. Musiałem odejść na wypożyczenie, w przeciwnym razie byłbym bezczynny przez cały rok w Realu Madryt.
– Kiedy byłem w Sportingu, trenowaliśmy razem z piłkarzami ze szkółki i Cristiano Ronaldo ćwiczył z nami. Był jeszcze bardzo młody, pokazywał już pewną jakość, ale szczerze mówiąc, nie przyciągnął mojej uwagi do tego stopnia, bym powiedział: „Ach, ten chłopak będzie najlepszym graczem na świecie”. Widzisz jak gra Messi, jak gra Neymar, zdajesz sobie sprawę, że ich jakość jest absurdalna, nie muszą być w 100% sprawni fizycznie, aby wykonywać swój zawód z wielkością. Cristiano Ronaldo musi. Pomimo wyrafinowanej techniki, musiał być w szczytowej formie fizycznej i nigdy nie pozwolił jej opaść, zawsze w niej był, dlatego zasługuje na miano jednego z największych w historii.
– Ciągle wyobrażam sobie to porównanie: Ronaldinho Gaúcho, który był magikiem, kosmitą grającym w piłkę, z profesjonalizmem Cristiano Ronaldo. Gdzie Ronaldinho by dotarł, jak dużo dalej od miejsca, w którym był. Jestem fanem numer jeden Ronaldinho, ale takie są realia. Gdyby dawał z siebie tyle co Cristiano, to byłby jednogłośnie w gronie dwóch największych w historii, bo Pelé nawet nie będę porównywał.
– Kiedy zostałem wypożyczony na jeden sezon do Sportingu, zacząłem bardzo dobrze, zdobywając wiele bramek. W połowie mojego wypożyczenia, po czterech, pięciu miesiącach, doznałem małej kontuzji i nie było mnie przez 15 dni. Kiedy wróciłem, nie było dla mnie miejsca w składzie. Myślałem, że to z powodu mojej kondycji, nad którą pracowałem. Kiedy byłem powoływany na mecze, czasami nawet nie wchodziłem do składu. A przed kontuzją byłem jednym z podstawowych zawodników w zespole. Trenerzy powiedzieli: „Radzisz sobie naprawdę dobrze, chcemy cię wykupić z Realu Madryt po zakończeniu okresu wypożyczenia. Jeśli sprawimy, że będziesz grał, tak jak grałeś, twoje podanie zostanie wycenione, a Real Madryt zażąda dużo, dużo pieniędzy i nie będziemy mogli cię kupić”. Byłem wtedy bardzo zdenerwowany, bo chciałem grać. Pod koniec sezonu Sporting chciał mnie kupić, a Real Madryt zażądał niebotycznej sumy i transakcja nie doszła do skutku. Nie grałem przez pół roku i wciąż nie podpisano ze mną kontraktu.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się