Llopis za pierwszego etapu francuskiego szkoleniowca poświęcił dużo czasu na planowanie przyszłości klubu między słupkami. Jego wizja pokrywała się z odczuciami klubu, który również uważał, że czas nieco odświeżyć obsadę bramki. Zidane jednak skutecznie wstrzymywał cały proces. Do samego końca sezonu 2017/18 pewne miejsce w składzie miał Keylor Navas, jego zmiennikiem był Casilla, a rola trzeciego golkipera przypadła Luce.
Kiedy tylko Zidane odszedł, Real rozpoczął wstrzymywaną w czasie operację. Llopisa również nie było już w klubie, ponieważ zdążył odejść do Realu Sociedad. Królewscy skorzystali jednak z jego raportów i wykonali jego sięgające miesiące wstecz plany. Tak oto w Madrycie wylądował Courtois, który miał wejść w miejsce Keylora oraz Łunin, stanowiący nadzieję na przyszłość.
Realowi po rezygnacji Zidane'a wystarczyło 20 dni, by poruszyć mechanizmy między słupkami. Najpierw domknięty został transfer Łunina, potem zaś sformalizowano kupno Thibaut. Kiedy tylko okazało się, że Courtois jest do wyciągnięcia, klub ruszył po niego pełną parą. Belg był tym zawodnikiem, jakiego szukano do zespołu od dłuższego czasu. Na liście celów zajmował pozycję numer jeden, wyprzedzając między innymi Alissona.
Llopis miał olbrzymi wpływ na ówczesną rewolucję w bramce, choć przecież nie było go już w Realu Madryt. Po trzech latach wreszcie przyjdzie mu pracować z graczami, których sam tak polecał w swoich raportach. To dobra informacja dla obu bramkarzy. Zwłaszcza dla Łunina, potrzebującego pewnego impulsu po całym sezonie spędzonym na ławce.
Sama hierarchia oczywiście pozostanie nienaruszona. Courtois jest więcej niż nietykalny w wyjściowej jedenastce. Andrij może liczyć co najwyżej na mecze w Pucharze Króla czy na pojedyncze spotkania spowodowane jakimiś problemami Thibaut.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się