Zdaniem dziennikarzy L’Équipe pomysł urodził się po marcowej przerwie na kadry, a następnie był przetwarzany przez selekcjonera przez kolejne tygodnie. Deschamps w końcu doszedł do momentu, w którym poczuł się zdolny do zaakceptowania powrotu napastnika Realu Madryt. W końcu doszło do długiej rozmowy obu panów, choć był to dopiero ostatni krok całego przedsięwzięcia. Sama idea zrodziła się dużo wcześniej.
W marcu Deschampsa i jego sztab mocno martwiła też sytuacja napastników. Selekcjoner nie był przekonany co do formy Griezmanna i jego postawy w klubie. Giroud natomiast na dobre rozgościł się na ławce rezerwowych Chelsea. Do tego wcale nie było pewne, czy do zdrowia zdąży dojść po kontuzji kolana Anthony Martial. W planie B nie do końca przekonywało też postawienie na Ben Yeddera.
W kwietniu nadeszła pora na kolejny krok. Konklawe w sprawie Benzemy była niewątpliwie rozmowa Deschampsa z prezesem francuskiej federacji, Noëlem Le Graëtem. Ten drugi również dał zielone światło do powrotu Karima. Tak oto można było przejść do kulminacyjnego punktu całego procesu, czyli rozmowy twarzą w twarz selekcjonera z Benzemą. Jej kulisów zapewne nigdy nie poznamy, a już na pewno nie w pełnej okazałości. Liczy się jednak efekt, którym było dojście obu stron do porozumienia.
Deschamps na mistrzostwach Europy będzie mógł więc liczyć na iście zabójczy tercet złożony z Benzemy, Griezmanna i Mbappé. Francuzi podczas turnieju będą mogli pochwalić się zatem prawdopodobnie najgroźniejszą ofensywą spośród wszystkich uczestników. Tricolores nawet bez Karima byli jednym z głównych faworytów turnieju. Teraz zaś jeszcze bardziej zyskują na sile rażenia. Na poprzednich mistrzostwach Starego Kontynentu w finale lepsza okazała się Portugalia. Czy z nowym „transferem” tym razem uda się sięgnąć po złoto? Z tak groźnym i dobrze dysponowanym atakiem jest to na pewno bardzo możliwe.
Komentarze (47)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się